Recenzje sztuk teatralnych

Wolność bez kompasu, Royal District Theatre Tbilisi, Gruzja, 2025-05-18

Wolność bez kompasu, Royal District Theatre Tbilisi, Gruzja, 2025-05-18

Gość 45. Warszawskich Spotkań Teatralnych – Royal District Theatre Tbilisi z Gruzji – sięgnął po temat bezlitosnej powtarzalności historii. Ujął go w stylizowanej i bezpruderyjnej formie, wobec której trudno pozostać obojętnym. Głośna, intensywna, miejscami utopijna interpretacja osadzona w duchu kampu, wystawia widza na próbę, mieszając bunt z poetyką prowokacji. Spektakl „LIBERTÉ [trigger warning]” to próba artystycznej ekspresji operującej wysokim poziomem abstrakcji. Przez ponad dwie godziny artyści tworzą krzykliwą mozaikę słów i obrazów – nie zawsze oczywistą i jednoznaczną – co sprawia, że odbiór tej sztuki staje się wymagającym doświadczeniem. Można odnieść wrażenie, że twórcy poruszają się w rzeczywistości rządzącej się własnymi zasadami, niekoniecznie licząc się z potrzebą komunikatywności wobec widza.

Być może w obrębie określonej społeczności ten specyficzny kod wyrażania się jest czytelny i zrozumiały, a przez to niemęczący. Jednak gdy spektakl prezentowany jest poza tym zamkniętym środowiskiem – zwłaszcza w innym kraju, o odmiennej historii i sposobie myślenia – może warto najpierw wyposażyć widza w narzędzia interpretacyjne i osadzić go w odpowiednim kontekście, zanim zostanie skonfrontowany z tak abstrakcyjną formą? Tym bardziej że nie chodzi tu jedynie o język artystyczny, ale (być może) również o głębszy, kulturowy kod. Czy zatem posługiwanie się wysoce hermetyczną abstrakcją nie utrudnia odbioru i nie grozi niezrozumieniem? To tym bardziej intrygujące zagadnienie, że jednym z tematów spektaklu jest właśnie język i forma wypowiedzi. Rodzi się więc pytanie: czy sięganie po tak wysoki poziom abstrakcji – wyrażony między innymi przez wykrzykiwanie przypadkowo zestawionych słów – rzeczywiście sprzyja klarowności przekazu? Czy nie prowadzi raczej do zmęczenia i frustracji?

Co dzieje się w odbiorcy, gdy słyszy dziwne, pozornie niepowiązane ze sobą słowa? Zazwyczaj zaczyna je interpretować przez filtr własnej podświadomości – przez pryzmat doświadczeń i indywidualnego postrzegania świata, ukształtowanego przeżyciami i stopniem dojrzałości. A to może prowadzić do bardzo różnych, nie zawsze zamierzonych przez twórców skojarzeń.

Oprócz fragmentów czysto abstrakcyjnych, w spektaklu pojawiają się również sceny tworzące bardziej spójną narrację. Co zaskakujące, to właśnie te czytelniejsze momenty zostają wydłużone do granic wytrzymałości – przeciągane są tak długo, że mogą wywoływać dyskomfort u odbiorcy. Można odnieść wrażenie, że twórcy celowo testują cierpliwość widza, jakby czerpali satysfakcję z tej jednostronnej przewagi.

Trzyczęściowa struktura spektaklu pozwala na osobne przyjrzenie się trzem tematom: językowi, wstydowi i mechanizmowi propagandy. Poprzez barokowe kostiumy – bogato ozdobione, z monumentalnymi perukami i teatralnym makijażem – oraz wyraźnie zarysowaną tematykę, spektakl przywołuje świat dawnej arystokracji: jej dominacji nad innymi stanami, wywyższaniu się oraz bezwzględnym rządom i krwawej polityce elit rządzących. Szczególną uwagę poświęcono motywowi rewolucji – buntu, walki o lepszy świat i prawa do głosu dla tych, którzy w każdej epoce pozostają na marginesie. Język staje się tu nie tylko narzędziem ekspresji, lecz także symbolem: jego brutalne odcinanie buntownikom przywołuje powracające w historii obrazy bezwzględnego uciszania oporu.

Wielokrotnie jest wspominany Markiz de Sade, kontrowersyjna postać czasów osiemnastowiecznej monarchii i rewolucji francuskiej – arystokraty, który głosił potrzebę radykalnej wolność jednostki – wyższej od religii, prawa i moralności. De Sade uważał, że człowiek powinien bezwarunkowo podążać za swoimi pragnieniami i instynktami. W swoich dziełach ukazywał jednostkę zniewoloną przez społeczne i kulturowe ograniczenia, dążącą do wyzwolenia poprzez realizację własnych pożądań – niejednokrotnie posługującą się przy tym przemocą, upokorzeniem i sadyzmem.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy twórcy spektaklu – zafascynowani podejściem Markiza de Sade do wolności – chcą jego postawę afirmować, czy może poddać krytyce. Jedno jednak wydaje się oczywiste: mamy do czynienia z formą opartą na wysokim poziomie abstrakcji, natarczywości i ekspresji – wyrażaną poprzez głośne, emocjonalne wypowiedzi oraz intensywny, niemal inwazyjny ruch wokół widzów. Taka konwencja skutecznie wybija odbiorcę z jego bezpiecznego, oswojonego świata i prowokuje do zadawania pytań – co bez wątpienia jest jej atutem – jednak nadmiar hałasu i ekspresji balansującej na granicy dobrego smaku może działać odstraszająco.

Część zadawanych pytań i stwierdzeń brzmi utopijnie, wręcz naiwnie. Inne są na tyle prowokujące, że stają się zbyt wulgarne. Zdarzają się jednak również refleksje wyjątkowo interesujące i inspirujące – jak ta o rewolucji, nazwanej karykaturą poprzedniej. Podobnie intrygujący jest wątek rozważań nad prawami Natury: bohaterowie zastanawiają się, dlaczego człowiek nie ma kłów, czemu posiada lędźwie i dlaczego porusza się na dwóch nogach. Tego rodzaju pytania, zawieszone gdzieś pomiędzy absurdem a filozofią, potrafią skutecznie wytrącić widza z utartych sposobów rozumienia rzeczywistości – choć w sposobie, w jaki artyści mówili o Naturze, wybrzmiewały raczej rozgoryczenie i bunt niż rzeczywista chęć pogłębionych poszukiwań istoty człowieczeństwa.

Spektakl porusza również kwestię relacji między kobietą a mężczyzną – odwiecznej walki dwóch płci, a właściwie dwóch (zawsze obecnych) w świecie energii, które przecież powinny się wzajemnie wspierać i uzupełniać w swojej inności. Podjęcie tego motywu może w dojrzałym odbiorcy uruchomić szereg pytań i refleksji: kto odpowiada za to, że świat został zbudowany na walce, tego co męskie i żeńskie? Gdzie i kiedy zaczęła się ta wojna? U niedojrzałego odbiorcy ten wątek poruszony w sposób niejednoznaczny, może jednak prowadzić do wypaczenia przekazu – stanowiąc zaproszenie do pogłębiania podziałów i do dalszej nierównowagi.

Druga z trzech głównych części spektaklu poświęcona jest wstydowi i jego destrukcyjnym skutkom. To niezwykle istotne zagadnienie, ponieważ wstyd – jako emocja – ma pełnić w społeczeństwie funkcję wewnętrznego sygnału ostrzegawczego. Zdrowy wstyd może działać jak kompas: pomaga nie zatracić się w poczuciu wyższości i nie przekraczać określonych, ale potrzebnych granic. Społeczna reakcja na nasze zachowanie bywa wtedy znakiem, że zeszliśmy z właściwej drogi. Jednak we współczesnym świecie wstyd coraz częściej wymyka się spod kontroli – zamiast chronić, potrafi paraliżować. Tłumi spontaniczność i radość, utrudnia codzienne funkcjonowanie. Co więcej, w rękach ludzi o złych intencjach staje się narzędziem manipulacji, przemocy i kontroli. Dotyczy to także większości religii, które uczyniły ze wstydu i poczucia winy sposób sprawowania władzy nad wiernymi. Ukazanie tej emocji w tak wyrazisty sposób może pomóc widzowi rozpoznać, jak często jest on sam zakładnikiem cudzych oczekiwań i norm, które nie mają nic wspólnego z jego własną prawdą. To bardzo dojrzałe podejście.

Trzecia część spektaklu poświęcona jest zagadnieniu propagandy. Przez chwilę robi się ciszej, w tle pojawia się szum morza. Zakładaniu zbroi przez jednego z bohaterów towarzyszy podniosła muzyka. To właśnie w tej części poziom abstrakcji wypowiadanych słów osiąga swoje apogeum – a widz, już wcześniej przytłoczony nadmiarem bodźców, zaczyna odczuwać wyraźne zmęczenie.

W finale spektaklu powtarzane są słowa z jego początku, a dodatkowo pojawiają się wzniosłe hasła, typu: „razem możemy to zatrzymać”. To trochę utopijna wizja idealnego jutra, zwłaszcza na tle bardzo prowokacyjnej i nużącej formy całej sztuki. Idealizm – choć potrzebny, bo daje nadzieję i motywację do działania i aktywnego kształtowania rzeczywistości – w tym wypadku (w połączeniu z osobliwym językiem artystycznym sztuki) może sprawiać wrażenie oderwania artystów od rzeczywistości. W takiej odsłonie sztuka sprawia raczej wrażenie eksperymentu niż rzeczywistego apelu o zmianę. Wprawdzie intencje twórców wydają się szlachetne, ale sposób ich wyrazu – momentami oderwany od realiów i pozbawiony świadomości szerszego kontekstu – sprawia, że przesłanie traci na wiarygodności, a siła utopijnego przesłania rozmywa się w estetycznym chaosie.

Finałowy gest – zaproszenie widzów do wspólnego przytulania się – przez niektórych może zostać odebrany jako kolejne naruszenie granic. Nie każdy czuje się komfortowo w długim pozostawaniu w fizycznym kontakcie z obcymi – zwłaszcza osoby wrażliwe czy neuroróżnorodne, których granice i tak były już w trakcie spektaklu wielokrotnie wystawiane na próbę. Cały spektakl przywodzi na myśl utopijne – i niepozbawione szerokich konsekwencji – początki niektórych nurtów rozwoju duchowego, kiedy to w imię „wyższych” racji próbowano (a niektórzy nadal to robią) narzucać innym wizje jedynego „właściwego” spojrzenia na świat, często bez zrozumienia i poszanowania dla odmienności, potrzeb i doświadczenia życiowego innych.

Czy taki spektakl jest potrzebny? Mimo jego wywrotowego charakteru i momentami przytłaczającej formy, która zdaje się dominować nad treścią – odpowiedź brzmi: tak. Bo choć jest niewygodny i trudny w odbiorze, potrafi poruszyć zastane schematy myślenia, otworzyć przestrzeń do dyskusji i wywołać pytania, których w bardziej klasycznych formach rzadko mają szansę wybrzmieć. Pozostaje jednak pytanie, czy tak intensywna forma nie staje się zbyt agresywna i zbyt głęboko ingerująca w odbiorcę?

Wolność bowiem nie polega na bezrefleksyjnym przekraczaniu wszelkich granic i na prowokowaniu innych do tego w imię jakichś abstrakcyjnych idei. Prawdziwa wolność wymaga dojrzałości – zdolności rozpoznania, które granice w danym momencie można przekroczyć, odwagi, by to zrobić, i gotowości do wzięcia odpowiedzialności za wszystkie konsekwencje. Nie sposób odmówić spektaklowi Royal District Theatre Tbilisi oryginalności ani odwagi, ale trudno nie zauważyć braku refleksji nad odpowiedzialnością i szerszym kontekstem, w jakim jego przekaz wybrzmiewa.

Royal District Theatre Tbilisi (Gruzja)

spektakl: LIBERTÉ [trigger warning]

data: 18 maj 2025 r.

tekst i reżyseria: Data Tavadze

muzyka: Nika Pasuri

scenografia: Ketevan Nadibaidze

kostiumy: Simon Machabeli

charakteryzacja i fryzury: Anuka Murvanidze, Mariko Maisuradze

projekt graficzny: Iva Kimeridze

Obsada:

Natuka Kakhidze, Magda Lebanidze, Sandro Samkharadze, Gaga Shishinashvili

Brak komentarzy
Szukaj