Recenzje sztuk teatralnych

Uwaga: to nie koi! - „Niewyczerpany żart”. Teatr Narodowy w Warszawie, 2025-12-18

Uwaga: to nie koi! - „Niewyczerpany żart”. Teatr Narodowy w Warszawie, 2025-12-18

W Teatrze Narodowym w Warszawie wystawiany jest spektakl „Niewyczerpany żart” mierzący się z tematami uzależnienia, ucieczki i egzystencjalnej pustki. Wymaga czasu, uważności i gotowości na trudne doświadczenia, lecz w pełni wynagradza wysiłek widza. Rzadko zdarza się przedstawienie, po którym wychodzi się z poczuciem, że ktoś naprawdę dotknął czegoś istotnego – bez uproszczeń i bez ucieczki w tani efekt. To przeżycie nie jest jednak komfortowe dla widza. „Niewyczerpany żart” w tej realizacji nie przynosi ukojenia ani łatwej ulgi, lecz pozostawia poczucie, że pod warstwą chaosu, uzależnień i ironii kryje się autentyczne wołanie o prawdziwą bliskość ze sobą i z drugim człowiekiem.

Spektakl będący adaptacją książki Davida Fostera Wallace’a o tym samym tytule splata wiele wątków, z których najważniejszy koncentruje się na rodzinie Incandenza. Losy jej członków przenikają się z historią akademii tenisowej założonej przez ojca, Jamesa Incandenzę, działalnością ośrodka leczenia uzależnień oraz politycznym konfliktem między państwami Ameryki. W centrum narracji pojawia się tajemniczy film autorstwa ojca – dzieło tak uzależniające, że widzowie oglądając go, tracą kontakt z rzeczywistością. Ten film staje się narzędziem w konflikcie między rządem USA a kanadyjską organizacją terrorystyczną. Wątki splatają się i przenikają w sposób intensywny, wciągając widza w wir znaczeń – jednocześnie bawiąc, poruszając i zmuszając do uważnej refleksji.

Reżyser Kamil Białaszek adaptuje książkę, której struktura jest celowo trudna, pełna dygresji i nadmiaru słów. Spektakl pozostaje czytelny inscenizacyjnie, lecz świadomie powiela strategię autora, zalewając odbiorcę fragmentarycznością, nieprzewidywalnymi skrętami fabularnymi i subtelnym napięciem między absurdem a realizmem. A zaczyna się niepozornie – choć od początku wyczuwalna jest dziwna niejasność – od spotkania młodych, obsesyjnie zafascynowanych sportem członków akademii tenisowej. W miarę rozwoju narracji kolejne historie narastają i splatają się: dysfunkcyjne relacje w rodzinie Incandenza, zagadkowa śmierć ojca oraz narkotykowe uzależnienia obecne w świecie akademii. Z tego gąszczu opowieści stopniowo wyłania się motyw tajemniczej taśmy filmowej, której oglądanie niszczy umysł każdego widza i ostatecznie prowadzi do jego śmierci.

Uzależnienia i iluzoryczna pogoń za łatwymi przyjemnościami stanowią główny motyw sztuki. Szukanie rozrywki ma służyć zapomnieniu o bólu życia. Wszyscy są tu uzależnieni – także ci, którzy nigdy po nic nie sięgali. Uzależnieni są od przeszłych doświadczeń, od własnych, nieuświadomionych potrzeb, od traumy i bólu, których nie zdołali zintegrować w sobie. Uzależnieni są także od samego uciekania od życia.

Realizacja Teatru Narodowego imponuje rozmachem wyobraźni i jednocześnie niezwykłą precyzją w konstrukcji poszczególnych scen – wymownych, intensywnych emocjonalnie i głęboko poruszających. Spektakl zachowuje postmodernistyczny klimat egzystencjalnego smutku, ale ten postmodernizm nie przytacza. Humor i ironia wchodzą tu w dialog z powagą, łagodząc surowość i bezwzględność przedstawienia. Nie znoszą jednak ciężaru przesłania: opowieści o powszechnym uzależnieniu, które nieuchronnie prowadzi ku destrukcji.    

To dzieło oferuje kilka poziomów interpretacji. Na poziomie fabularnym można śledzić wątki i akcję, dostrzegać związki przyczynowo-skutkowe i spójność spektaklu, zwracając uwagę na losy bohaterów, ich relacje oraz kluczowe wydarzenia.

Ale jest też wiele innych poziomów – które tak naprawdę dopiero razem tworzą całość.

Warstwa intelektualno-kulturowa, która w tym spektaklu jest mocno rozbudowana, zawiera liczne meta-poziomy, grę z formą oraz odniesienia do idei postmodernizmu. W niej również kryje się charakterystyczna ironia Wallace’a – na przykład w scenie, w której fobią okazuje się dźwięk działających cążków do paznokci, albo gdy duch zmarłego ojca czule zwierza się przebywającemu w śpiączce pracownikowi ośrodka odwykowego. To bardzo ciekawy i intrygujący wymiar spektaklu. Wymaga on znajomości języka formy lub jakiegoś doświadczenia w odbiorze wielowymiarowej sztuki. To jest bardzo wymagająca warstwa przedstawienia.

Jest jeszcze inny, głębszy poziom – egzystencjalny. Tutaj zawiera się najistotniejszy przekaz sztuki: uzależnienie nie jest tylko problemem społecznym, lecz stanowi zastępczą formę bliskości, próbę wypełnienia tęsknoty za relacją i mechanizmem zagłuszania pytania o sens życia. Ten poziom nie ujawnia się jednak bez wewnętrznej gotowości widza – bez otwartości na poszukiwania oraz dojrzałości życiowej, które tę gotowość wspierają. Inaczej to przedstawienie może okazać się trudne do przyswojenia. Można nie wytrzymać długiego jego trwania (cztery godziny) czy też sfrustrować się brakiem „jasnego komunikatu”. Bo komunikat tej sztuki jest wyraźny i precyzyjnie skonstruowany – celnie prowadzi do wstrząsających odkryć, lecz wymaga czasu, by dojrzeć do jego sensu, oraz odwagi, by się z nim zmierzyć.

To jest przerażająco przepiękny w swojej prawdzie spektakl o życiu – opowiada o nim bez owijania w bawełnę, bez taryfy ulgowej dla widza. Bo „Niewyczerpany żart” w swojej najwyższej warstwie opowiada o niemożności bycia obecnym w tej rzeczywistości. I trafia do nas – do świata, który nie umie być obecny.

Spektakl pełen jest nieoczywistości i egzystencjalnego rozchwiania, a jednocześnie obfituje w momenty, które z niezwykłą trafnością uderzają w samo sedno. Absurd i żart przeplatają się tu z głęboką powagą i niezwykłą precyzją obserwacji – zarówno wobec konkretnych realiów życia codziennego osób uzależnionych czy sportowców, jak i wobec uniwersalnych prawd o ludzkiej egzystencji.

Przerażające swoją mocą i wagą sytuacje zostają skonfrontowane z realistycznymi, a jednocześnie absurdalnymi scenami. Przykładem jest rozmowa pijanej, uzależnionej od narkotyków dziewczyny ze szpiegiem, który podczas wspólnej alkoholowej uczty zaczyna się jej zwierzać. Pozornie proste słowa dziewczyny, wypowiadane w śmiechu, bezlitośnie demaskują fundament jego życiowych wyborów, odsłaniając prawdę o nim z nieoczekiwaną ostrością. Burzą tym samym obraz człowieka, który kilka scen wcześniej – używając pięknych, górnolotnych słów – jawił się widzowi jako autentycznie poszukujący sensu i widzący więcej dojrzały człowiek.

Takich scen – pozornie absurdalnych, a jednocześnie wstrząsających swoją prostotą – w spektaklu Teatru Narodowego jest wiele.

Niepokój świata przedstawionego zostaje świetnie odwzorowany w kostiumach (autorstwa Sławka Blaszewskiego), które balansują między estetyką alternatywnej rzeczywistości, kosmicznym odlotem a stylem vintage. Precyzyjnie wpisują się w atmosferę niejasności, dziwności i egzystencjalnego napięcia, pozostając jednocześnie spójnym wyrazem cech bohaterów: psychicznego rozproszenia oraz niemożności zakorzenienia się w rzeczywistości.

Muzyka i taniec tworzą wielowarstwową strukturę spektaklu – rytmiczną i intensywną, ale potrafią też zaskoczyć subtelnością i głębią. Taniec (choreografia: Bartosz Dopytalski) swoją formą nawiązuje do wschodnich sztuk walki, co jest trafnym, choć nieoczywistym odniesieniem, podobnie jak wiele innych elementów spektaklu. Intensywność i powtarzalność ruchu subtelnie odsyłają do tematu uzależnień – stanu nieustannego napięcia i przymusu działania.

Jedynie scenografia autorstwa Julii Zawadzkiej może wydawać się nieco zbyt dosłowna (pokazuje wnętrze niezbyt zadbanej szczęki człowieka, w której każdy kąt kryje dosyć osobliwą historię zaniedbań). Choć jej sens ma swoje uzasadnienie – informuje o zaniedbaniu życia, odsyła do doświadczenia bólu zębów, który zawłaszcza uwagę i zamyka nas w sobie – jednak przy takiej gęstości znaczeń jej uproszczenie mogłoby przynieść spektaklowi więcej oddechu i lekkości.

Młody reżyser Kamil Białaszek wiernie oddał sens literackiego pierwowzoru. To wygląda na świadomą, choć jednocześnie ryzykowną decyzję – by nie schodzić do poziomu przeciętnej percepcji (przeciętnej nie w sensie intelektualnym, ale w sensie dojrzałości i odwagi patrzenia na życie). Reżyser nie próbuje ułatwiać ani obłaskawiać widza przyjemną formą i estetycznym komfortem. To jest uczciwa decyzja i bardzo dojrzała postawa artystyczna.

Każda rola w tej sztuce jest precyzyjnie określona i świetnie zagrana. Wszyscy aktorzy prezentują wysoki poziom, a szczególnie poruszający jest Robert Czerwiński w roli Dona Gatelego – byłego narkomana i alkoholika, później pracownika ośrodka odwykowego. Jego postać jest niezwykła, a naturalne ciepło aktora i pełne zaangażowanie nadają spektaklowi dodatkowy głęboko emocjonalny wymiar. Równie mocne wrażenie wywołują inni aktorzy: Hugo Tarres jako Hal Incandenza imponuje naturalnością i szczerością reakcji, Hubert Łapacz w roli starszego brata, Orina Incandenzy, bawi i porusza jednocześnie dzięki świetnie wykreowanej infantylności i ujmującej bezradności, Kacper Matula jako niepełnosprawny Mario Incandenza przekonująco oddaje cechy swojej postaci, a Ewa Bukała zachwyca (między innymi) pięknym śpiewem.

Wszystkie kreacje aktorskie są imponujące.

To spektakl, który uderza siłą i odmiennością. Zabawne nawiązania do znanych filmów, takich jak Matrix czy Zakonnica w przebraniu, działają tu jak ironiczny kontrapunkt. Ale postmodernistyczna forma, wzbogacona o śmieszne nawiązania do popkultury nie chroni widza przed ciężarem tematu. Uzależnienie staje się tu wołaniem o bliskość, uznanie, bycie zauważonym. O „zwykłą” rozmowę – ale taką prawdziwą, a nie udawaną, opartą na miłym, pustym przytakiwaniu sobie. Spektakl z brutalną klarownością odsłania rozpaczliwe poszukiwanie sensu życia – pragnienie znalezienia czegoś, co dawałoby jakikolwiek powód do życia.

Ta sztuka nie udaje, że życie da się streścić i uprościć do ładnych haseł na Instagramie. Jej długi czas trwania ma tu ogromny sens – cztery godziny nie są długością – są warunkiem zrozumienia. Sens sztuki narasta z czasem, nie pojawia się od razu. Długotrwałość jest tu doświadczeniem samym w sobie, procesem głębokiego zanurzenia się w prawdę.

Jeśli teatr ma dziś jakąkolwiek realną moc, to nie polega ona na prostym tłumaczeniu świata, lecz na zatrzymywaniu nas w nim na dłużej. Ten spektakl właśnie to robi – i to bez taryfy ulgowej. Realizuje proste, choć trudne do przyjęcia przesłanie: większość ludzi nie chce długo pozostawać w miejscu, gdzie trzeba czuć siebie i nie da się od tego uciec. Spektakl nie oferuje ulgi, prostej puenty ani klasycznego teatralnego katharsis. On wymaga bycia – a prawdziwe bycie jest dziś rzadkością, bo jest bardzo bolesne. Wszyscy uciekamy, wszyscy się czymś odurzamy.

Dlatego ta sztuka spełniła swoją funkcję. Potwierdza to reakcja widzów, którzy dali jej najpiękniejszy hołd, jaki mogli ofiarować twórcom – zaangażowaniem i uważnym byciem w trakcie jej trwania. Być może nie zrozumieli wszystkiego intelektualnie, ale to nie miało znaczenia. Liczyło się, że byli poruszeni i w pełni obecni.

Piękno tej sztuki nie jest tylko estetyczne, czy poruszające w medialnym sensie. To piękno jest ciche, rozciągnięte w czasie i jednocześnie ogromnie wstrząsające. Polega na byciu, nie na szukaniu łatwego rozwiązania – odsłania bolesną pustkę o życiu bez próby jej zaklejania czy łagodzenia. A to jest dokładnie to, przed czym cała nasza kultura ucieka.

Teatr Narodowy w Warszawie

spektakl: „Niewyczerpany żart”

autor: David Foster Wallace

data: 18 grudnia 2025 r.

reżyseria i adaptacja: Kamil Białaszek

scenografia: Julia Zawadzka

kostiumy: Sławek Blaszewski

reżyseria światła: Tadeusz Pyrczak

choreografia: Bartosz Dopytalski

multimedia: Michał Mitoraj, Hubert Kozarzewski

muzyka, inżynieria dźwięku: Mateusz Augustyn, Bartłomiej Gargula (Barto Katt)

asystent scenografki: Janek Gugulski

 

Obsada:

Ewa Bukała - Kate Gompert

Sławomira Łozińska -Avril Incandenza

Hanna Wojtóściszyn - Joelle van Dyne

Bartłomiej Bobrowski - Steeply

Paweł Brzeszcz - Tiny Ewell, Lamont Chu, Gangster, Ministrant

Robert Czerwiński - Don Gately

Sebastian Dela - Randy Lenz, Zakonnica

Jakub Gawlik - Day, Ortho Stice

Grzegorz Kwiecień - Marathe

Hubert Łapacz - Orin Incandenza

Kacper Matula - Mario Incandenza

Piotr Piksa - Lyle

Henryk Simon - Duch Ojca, Gigarektor, Gigalekarz, Gangster

Hugo Tarres - Hal Incandenza

Hubert Woliński - Pemulis, Prezenter, Gangster, DuPlessis, Zakonnica (gościnnie)

Fot. Karolina Jóźwiak

Brak komentarzy
Szukaj