Recenzje sztuk teatralnych

Ulisses dryfuje po Wiśle: James Joyce i krakowski absurd. Teatr Słowackiego, Kraków, 2025-02-18
Spektakl „Ulisses” Teatru Słowackiego w Krakowie, oparty na powieści Jamesa Joyce’a, ukazuje życie bohaterów, którzy zdają się funkcjonować w odrębnych światach: młodego Stefana Dedalusa poszukującego swojej tożsamości oraz dojrzałego małżeństwa – Leopolda Blooma i jego żony Molly. Choć ich losy wydają się odległe, to w rzeczywistości splatają się w różnorodny sposób. Bohaterowie mijają się, czasami spotykają, ale w końcu to byle jaka codzienność zdaje się ich pochłaniać, nie dając przestrzeni na głębsze relacje i na wnikliwe refleksje o życiu.
„Ulisses” Jamesa Joyce’a swoim przesłaniem nawiązuje do „Odysei” Homera – do długiego, ciągnącego się w nieskończoność, powrotu Odyseusza do domu po wojnie trojańskiej. Stąd w tym utworze tyle poczucia tymczasowości, braku osadzenia się w życiu, braku radości i niedostrzegania prostych i pięknych chwil, które oferuje codzienność. Marazm w życiu bohaterów „Ulissesa” wynika z braku skutecznych poszukiwań wewnętrznych, które są zastąpione jałowymi rozmyślaniami. Bohaterowie infantylnie marzą o lepszej przyszłości, ale ciągle żyją przeszłością.
Tekst „Ulissesa” to czasem słowotok, który sprawia wrażenie bełkotu – nadmiar słów pozbawionych głębszego sensu, często pełnych wulgaryzmów. Joyce świadomie i celowo tak operuje słowem, by sprowokować czytelnika, zburzyć jego spokój, wydobyć wewnętrzną pustkę i niepewność co do siebie i swojego miejsca w świecie.
W spektaklu w reżyserii Michała Borczucha stosowane są różne ciekawe zabiegi, by ułatwić odbiór twórczości Joyce’a. Zabiegi te pomagają uczynić trudny, wymagający skupienia tekst, nietypową akcję, powolny rozwój wątków oraz kontrowersyjny, prowokujący przekaz bardziej przystępnymi i czytelnymi dla widza. Świetnie widać to w warstwie narracyjnej i inscenizacyjnej spektaklu, gdzie narratorzy, poruszający się po scenie jako niezależni obserwatorzy, komentują rozwój wątków, ułatwiając odbiór treści i jednocześnie budując sposób, w jaki przekaz jest przedstawiany. Nieszablonowy pomysł na scenografię – użycie platformy obrotowej oraz kreatywne przejścia między scenami i dynamiczne zmiany dekoracji – stanowią interesujące wizualne urozmaicenie. Dodają spektaklowi rozmachu, ożywiają przestrzeń i wprowadzają element zaskoczenia. W sztuce Teatru Słowackiego zastosowano także inne środki wyrazu, takie jak powtórzenia – efekt „pętli” – polegające na wielokrotnym, zapętlonym powtarzaniu jakiegoś epizodu. Takie rozwiązanie sprzyja podkreśleniu wybranego tematu i umożliwia głębsze przyjrzenie się mu.
Dodatkowo wplecenie wątków lokalnych stanowi ciekawą atrakcję: użycie krakowskiej gwary, charakterystyczne przeciąganie głosek jest wyjątkowo zabawne. A nawiązanie do sytuacji krakowskich studentów żyjących w trudnych warunkach w akademikach to także forma uwspółcześnienia dzieła Jamesa Joyce’a i poszukiwania lokalnego oraz współczesnego kontekstu powieści. Jak się okazuje, problem braku własnego kąta, niepewność co do swojego miejsca i brak poczucie bezpieczeństwa w miejscu, w którym się mieszka, może przejawiać się w wielu sytuacjach i okolicznościach.
Świetnym posunięciem jest wprowadzenie do spektaklu humoru, absurdu i parodii. Tekst książki, który momentami może wydawać się płaski i ciężki, z typowo angielskim lub irlandzkim poczuciem humoru (pełnym trudnych do zrozumienia aluzji), w pomyśle reżyserskim i w wykonaniu aktorów staje się bardziej wielowymiarowy i przystępny dla polskiego odbiorcy. Złożony i wymagający tekst książki, chwilami wręcz przytłaczający, ożywa w tej interpretacji, jaką zaproponował Teatr Słowackiego. Różnorodne podteksty i zabawne rozwiązanie pewnych kwestii mocno go zabarwiają.
Spektakl ukazuje monotonne, codzienne czynności, takie jak jedzenie śniadania, czytanie listu, rozmowy z partnerem, przypadkowymi przechodniami czy znajomymi, spacer, czy wizyta w muzeum. Te codzienne czynności, wraz z pojawiającymi się podczas nich myślami i obserwacjami życia, ukazują, jak bohaterowie nie potrafią poradzić sobie z własnym życiem. Czas, miejsce i przestrzeń przenikają się – jeden bohater znajduje się w danym miejscu, przeżywa swoje myśli i emocje, podczas gdy drugi bohater, jest w innym miejscu. Czasami ich drogi się spotykają, przecinają. Czasami jedna osoba wydobędzie z drugiej coś ważnego, pobudzi do przemyśleń, ale te refleksje nie są zbyt głębokie. Dominuje marazm. Wszyscy są odcięci od swojego wnętrza. Stefan stracił matkę, a moment jej śmierci wraca do niego jak bumerang. Beznamiętnie go analizuje, choć jest całkowicie odcięty od swoich uczuć, emocji i doznań; funkcjonuje w trybie odrętwienia. Molly i Leopold stracili w młodości syna. Molly pogrąża się w emocjonalnym otępieniu i wulgarności. Leopold stara się dotrzeć do wypartych uczuć, próbuje dotknąć swojej żałoby, ale wszystko go przerasta.
Bohaterowie wykonują proste codzienne czynności. Pozwalają, by życie ich niosło, unikając głębszego zaangażowania i refleksji. Ich dni upływają na przypadkowych spotkaniach, bezcelowym wałęsaniu się i bezowocnych rozmyślaniach, które nie zbliżają ich do istoty rzeczy.
Pod wieczór, gdy Molly, żona Leopolda, pogrąża się w wewnętrznym monologu, scenę tonącą w ciemności zajmuje tylko jedno łóżko, w którym Molly próbuje zasnąć. Jej monolog, kluczowy dla powieści, w spektaklu jednak mógłby zostać skrócony. Molly, zatraca się we wspomnieniach. Tworzą one powtarzający się cykl: drobiazgowe i wulgarne opisy spotkań seksualnych przeplatają się z poczuciem pustki, żalu do życia i nostalgią za przeszłością. Po którymś z takich powtórzeń przekaz staje się już jasny – nie ma potrzeby nadmiernie obciążać odbiorcy tak przytłaczającą refleksją. Być może w czasach powstania powieści, w XIX czy w XX wieku, takie literackie eksperymenty i dążenie do przełamywania konwenansów mogły być odpowiedzią na marazm zblazowanego społeczeństwa. Społeczeństwa, które na zewnątrz prezentowało obłudną moralność, a w rzeczywistości było puste i za wszelką cenę nastawione na przetrwanie. Dziś także zdarzają się postawy podobne do tej reprezentowanej przez Molly – redukowanie własnego jestestwa do narzędzia zaspokajania seksualnych pragnień. Jednak dla współczesnego odbiorcy, bardziej świadomego i krytycznego, nadmiar takiego przekazu może być zbyt przytłaczający swoją beznadziejnością.
Inna sprawa, że grająca postać Molly, Martyna Krzysztofik, świetnie radzi sobie z tym tekstem. Boleśnie przerażająco wydobywa cały marazm Molly, jej smutek i prostotę myśli: jej pogardę do własnego ciała, które traktuje jak narzędzie – bo wie, że jej ciało budzi pożądanie mężczyzn i może przynieść jej, choć chwilową ulgę od życia. Martyna Krzysztofik bez wahania wypowiada trudne kwestie, całą sobą emanuje wyuzdaniem, za którym kryje się wewnętrzna pustka. Rewelacyjna i przekonująca rola.
Równie fenomenalnie ze swoją rolą radzi sobie Krzysztof Zarzecki, wcielający się w postać Leopolda. Jego luz, dystans i pozorne roztargnienie nadają postaci lekkości i subtelnego absurdu. Jednak w rzeczywistości ta swobodna postawa jest jedynie przykrywką dla poczucia beznadziejności i życiowej bezsilności. Leopold wie o rozwiązłym życiu żony – wychodzi z domu rano i wraca wieczorem, by tego nie widzieć. Szuka bratniej duszy, cierpi po stracie syna i nie potrafi sobie z tym poradzić. Jego dom nie jest miejscem, w którym może swobodnie i bezpiecznie się poczuć. Marazm i brak decyzyjności go przytłaczają. Krzysztof Zarzecki doskonale oddaje wielowymiarowość tej postaci.
Spektakl „Ulisses” w reżyserii Michała Borczucha to doskonała interpretacja trudnego, wielowarstwowego utworu Jamesa Joyce’a. Mimo że „Ulisses” to utwór wymagający głębokiej refleksji, skupienia i pewnego rodzaju dystansu, jego adaptacja na scenie zyskuje na lekkości dzięki mistrzowskim aktorskim wykonaniom, oryginalnej scenografii i umiejętnemu wykorzystaniu humoru i absurdu. To ciekawa podróż przez świat wewnętrznych zmagań bohaterów i ich emocjonalne zmagania – fascynująca, choć nadal ryzykowna i prowokująca.
Teatr Słowackiego w Krakowie
Spektakl: „Ulisses”
Autor: James Joyce
Data: 18 luty 2025 r.
Reżyseria: Michał Borczuch
Scenografia i kostiumy: Dorota Nawrot
Muzyka: Bartosz Dziadosz
Obsada:
Dominika Bednarczyk - Mina
Lidia Bogaczówna - Baba z mlekiem, Położna Lidka
Dominika Feiglewicz-Penarska - Haines, Polska pielęgniarka
Martyna Krzysztofik - Molly
Magdalena Osińska - Dedalus 2, Głos Dedalusa, Niesporczak 1
Wojciech Dolatowski - Buck, Pielęgniarz. Niewidomy, akompaniator Molly
Karol Kubasiewicz - Dedalus
Dominik Stroka - Facet, Głos Blooma, Niesporczak 2
Krzysztof Zarzecki - Leopold
Fot. Bartek Barczyk