Recenzje sztuk teatralnych

Trzy przestrzenie jednego impulsu - „Symfonia tańca”. TWON, Warszawa, 2025-11-22

Trzy przestrzenie jednego impulsu - „Symfonia tańca”. TWON, Warszawa, 2025-11-22

22 listopada 2025 roku scena Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie stała się przestrzenią trzech odrębnych opowieści: jednej pulsującej energią i radością, drugiej pełnej intymności i głębokich emocji, oraz trzeciej – zorganizowanej wokół czystej, formalnej struktury. Kontrasty między tymi światami pozwalały widzowi doświadczyć niezwykłej rozpiętości sposobów, w jakie można opowiadać ruchem.

W jednym wydarzeniu zaklęte zostały trzy odrębne choreograficzne światy, tworząc tryptyk o imponującej różnorodności, wysokiej jakości wykonania i wielopoziomowym oddziaływaniu. Otwierająca wieczór „Siódma Symfonia” holenderskiego choreografa Toera van Schayka odwoływała się do monumentalnej dynamiki muzyki Beethovena i była wznowieniem układu po raz pierwszy zaprezentowanego w TWON w 2023 roku. W nowej dla Polski choreografii „SSSS…” słoweński choreograf Edward Clug sięgnął po nastrojową, a zarazem intensywną emocjonalność nokturnów Chopina, by wyrazić różne odcienie ludzkiego doświadczenia. A finał tego wieczoru należał do polskiej premiery „Symphony in C” George’a Balanchine’a – baletu opartego na czystej formie i muzycznej architekturze Bizeta. Każda z tych choreografii przedstawia inne spojrzenie na taniec: od lekkiej, żywiołowej energii, przez wyrafinowaną emocjonalność, po klarowny formalizm.

SIÓDMA SYMFONIA Toera van Schayka

To przedstawienie to wyraz zachwytu nad sztuką tańca, opowiedziany w rytmie pulsującej i radosnej muzyki VII Symfonii A-dur Ludwiga van Beethovena. Energetyczny w odbiorze, lecz lekki w dramaturgii i przesłaniu – układ łączył żywiołowe partie zespołowe z bardziej subtelnymi fragmentami duetów i solówek.

Muzyka Beethovena, inspirowana starorzymskimi obrzędami ku czci Bacchusa – boga wina, tańca i uczt, niosła w sobie odurzającą energię, którą choreografia van Schayka pięknie wydobyła. Wrażenie było takie, jakby Beethoven i van Schayk wspólnie chcieli porwać widzów intensywnością dźwięku i ruchu.

Nie był to typowy balet dramatyczny, lecz w choreografii zarysowała się delikatna narracja z elementami lekkiej pantomimy. Ruch niósł w sobie energię wspólnoty i prostą radość bycia razem, przeplataną historią rywalizacji i poszukiwania własnego miejsca w grupie. Całość miała charakter swobodnej, prostej formy z elementami ciepłego humoru, a przede wszystkim emanowała lekkością, bezpretensjonalnością i pięknym ruchem.

Choreografia była utrzymana w duchu klasycznego baletowego myślenia o kompozycji, opierając się na typowych dla baletu pozach i zasadach czystości linii oraz harmonii i symetrii układu. Jednocześnie wpleciono w nią elementy neoklasyczne – takie jak ruch typu contraction (ściągnięcie centrum ciała do wewnątrz) czy praca stóp we flex – które subtelnie przełamywały tradycyjne formy i nadawały układowi współczesną świeżość. Sama kompozycja również zmieniała charakter: głównie przyjmowała klasyczną formę, a momentami  bardziej niekonwencjonalną, jak wtedy, gdy tancerze gromadzili się w jednym punkcie lub linii, by po chwili gwałtownie się rozproszyć, tworząc zupełnie nową, dynamiczną strukturę.

Motywem przewodnim tej choreografii była piękna linia – widoczna zarówno w podkreśleniu linii ramion tancerzy, gdy cała grupa jednocześnie je rozpościerała, jak i w zbiorowej kompozycji formowanej przez cały zespół. Piękno linii ciał tancerzy uwydatniało mocne górne światło, a kostiumy idealnie współgrały z choreografią i oświetleniem, akcentując dynamikę ruchu i tworząc spójną, harmonijną całość.

W choreografii tej obsady wyraźnie wyróżniali się Ryota Kitai i Marko Juusela. Ryota Kitai przyciągał uwagę mocnym, organicznym ruchem, nasyconym autentyczną pasją i głębokim zaangażowaniem, natomiast Marko Juusela – czystością, wysokością i miękkością wyskoków oraz elegancją klasycznego ruchu.

 

SSSS…  Edwarda Cluga

Ten fragment to wytańczone pięć nokturnów Chopina przez trzy duety sceniczne (trójkę kobiet i trójkę mężczyzn).

Choreografia rozpoczęła się od solowego fragmentu Ryota Kitai – jego ruch był głęboki, autentyczny i pełen subtelnej introspekcji, zapowiadając opowieść o relacjach, które nie znają łatwych odpowiedzi. Po chwili światło odsłoniło rzędy krzeseł. Siedzący na nich tancerze, którzy w tym momencie nie brali udziału w tańcu, przyglądali się kolegom na scenie – jak zwykli widzowie. Później sami wkraczali na scenę życia, by odegrać swoje role tej uniwersalnej opowieści o powtarzalnych wzorcach, układach międzyludzkich i powracających historiach życiowych. Sztuka potrafi je sugestywnie uchwycić i podsunąć odbiorcy, jakby mówiła: „Spójrz, może to o Tobie?”.

Zerwane, powtarzalne ruchy oddawały poczucie bezsilności – jakby wyrażały ciałem tancerzy: „znowu to samo”. Ta wyrazistość ruchu niosła bardzo mocny ładunek emocjonalny. Taniec, momentami współgrający z nostalgią nokturnów Chopina, a czasem poprzez swoje szarpanie stający do niej w kontrze, nadawał choreografii ogromną głębię i znaczenie, skutecznie wyrażając różne napięcia życiowe.

Centralną rolę w choreografii pełnił Ryota Kitai, który pojawiał się na scenie najczęściej i prowadził główną narrację ruchem. Jego taniec to nie tylko perfekcja techniczna, ale przede wszystkim prawdziwe emocje, które potrafią poruszyć serca widzów. Tańczył, jakby nosił w sobie tysiące wszechświatów, które rozbrzmiewały w całym jego tańcu. Każde uczucie i każdą emocję związaną z życiem był w stanie ukazać swoim fascynującym, organicznym stylem. Oddanie i żal, ból i niezgodę wobec zachowania drugiego człowieka – wszystko to odbijało się w jego ciele. Każdy dźwięk muzyki stawał się dla niego impulsem do własnej interpretacji. W gwałtownych wyrzutach ciała oraz w drżących, chaotycznych gestach dłoni i stóp wybrzmiewało prawdziwe szaleństwo. A tęsknotę wyrażał głębokim, długim, zawieszonym gestem – jakby zatrzymywał w czasie to, co Chopin uchwycił w nutach – swoją tęsknotę za Polską, gdy przebywał z dala od kraju.

Równie fascynująco zatańczyła tę część Natalia Pasiut – tancerka, która pojawiała się na scenie rzadziej, ale i tak swoją interpretacją choreografii, głębią ruchu i oddaniem potrafiła przykuć uwagę. Tych dwoje tancerzy pokazało na scenie coś niezwykłego – ich ruch niósł w sobie skupienie, niekończące się poszukiwania i głęboki zachwyt wobec sztuki i życia, a ich wewnętrzny świat odbijał się w każdym geście i całym tańcu.

Ze wszystkich trzech części tego wieczoru choreografia Edwarda Cluga była najbardziej fascynująca i poruszająca.

 

SYMPHONY IN C Balanchine’a

Ostatnią częścią tego baletowego tryptyku był jeden z najbardziej rozpoznawalnych baletów Georges’a Balanchine’a – „SYMPHONY IN C” wykonany do Symfonii C-dur Georges’a Bizeta. Balet składa się z czterech części, a w każdej z nich występuje główna para solistów, dwie pary drugoplanowe oraz zespół baletowy. W finale na scenie pojawia się cała obsada, tworząc efektowny, pełen dynamiki zamykający obraz.

W sobotę, 22 listopada 2025 roku, w pierwszej części choreografii Balanchine’a jako soliści wystąpili Jaeeun Jung – tancerka radosna, precyzyjna i czysta w ruchu – oraz Bogdan Verbovoy, którego elegancja, spokój i klasa nadawały choreografii szlachetnej lekkości. W drugiej części pojawili się Chinara Alizade i Vladimir Yaroshenko, pięknie dobrani jako duet: oboje poruszający się z delikatnością i subtelnością, wspaniale wspierali się nawzajem, a cała ta odsłona emanowała radością wspólnego tańczenia. Dyscyplina ruchu tej części pokazała, że precyzja całej grupy może wynikać z harmonijnego zbiorowego oddechu, a nie z kontroli czy napięcia. Trzecia część należała do Hye Ji Kang – tancerki pełnej naturalnej gracji, z czystym i swobodnym ruchem – oraz Diogo de Oliveira, który wniósł jasną, lekką energię i wyraźny impuls. W czwartej części Mai Kageyama i Marko Juusela, dzięki precyzji i klarowności wykonania, niemal stapiali się z choreografią, jakby ruch prowadził ich sam, a oni swoją świadomością tylko dopełniali jego formę.

Choreografia Balanchine’a jest bardzo charakterystyczna – minimalizm i chłód przemieniają się w niej w czyste piękno. To dyscyplina prowadząca do harmonii, a prosta i rygorystyczna struktura, oparta na precyzyjnej linii i idealnej synchronizacji wymaga niezwykłej technicznej sprawności całego zespołu. U Balanchine’a emocje nie są grane – one są wpisane w konstrukcję. Wyrażają się w logice ruchu, w liniach ciał, w symetrii i asymetrii, w tempach i rytmach, w precyzyjnych wejściach i zejściach ze sceny – w całej tej różnorodności skupionej wokół samej formy.

Tu piękno wynika ze struktury, a napięcie powstaje nie w ekspresji emocjonalnej, lecz w matematycznej dokładności układu tancerzy. Uzyskanie takiej spójności wymaga ogromnej pracy, kontroli, uważności i świadomości przestrzeni: każdy ruch musi znaleźć się w określonym czasie w konkretnym miejscu przestrzeni. Przez tę dyscyplinę znika nieco poetyckość i miękkość tak charakterystyczne dla baletu. Balanchine’a można kochać lub odrzucać: dla jednych właśnie taki czysty ruch i forma są esencją sztuki, a dla innych – to zbyt surowa, chłodna konstrukcja jak na balet. Ale jeśli pozwoli się oczom wejść w tę strukturę, odsłania się jej własna „muzyczność” – precyzyjne piękno wynikające z czystej formy.

Warto też zauważyć, że choreografia Balanchine’a pełniła w tym wieczorze dodatkową funkcję: łagodziła i ochładzała emocje. Po pełnej ekspresji i intensywności pracy Edwarda Cluga układ Balanchine’a zadziałał jak przestrzeń wyciszenia, pomagając odbiorcy spokojnie powrócić do realności.

 

Podsumowanie

To był wieczór zbudowany na kontrastach – różnice w estetyce, dynamice i emocjonalnym przekazie każdej choreografii tworzyły wielobarwne doświadczenie. Dobór tak szerokiego spektrum choreograficznych światów i odwaga zestawienia tak różnych estetyk świadczą o dojrzałej wizji artystycznej twórców.

Całość ogromnie poruszała – była pełna świeżości i różnorodności, czegoś, co wytrąca widza z dotychczasowych przyzwyczajeń. Nie było tu jednolitej dramaturgii: jednostajna dostojność została zrównoważona „prostymi”, energetycznymi i głębokimi momentami tanecznymi. Widać w tym zestawieniu piękną odwagę wychodzenia poza dobrze znaną stylistykę. Dzięki temu wspaniale wybrzmiała indywidualna ekspresja tancerzy – ich taniec nie tylko prezentował technikę, ale przede wszystkim emocje i autentyczność. Zestawienie tych trzech choreografii stworzyło wyjątkową okazję, by ukazać odmienne wrażliwości i różne podejścia do języka ruchu.

Te trzy obrazy baletowe to także pewien znak przejścia i artystycznego dojrzewania – zarówno w myśleniu twórczym, jak i w pracy zespołowej. Widać, że tancerze coraz bardziej sobie ufają i czerpią prawdziwą radość ze wspólnego tańca. Ta zgodna energia realnie przekłada się na jakość całego przedstawienia.

Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie

Wieczór baletowy w trzech częściach: „Symfonia tańca

Data: 22 listopada 2025 r.  

SIÓDMA SYMFONIA

(wznowienie)

Choreografia: Toer van Schayk

Muzyka: Ludwig van Beethoven (VII Symfonia A-dur)

Prapremiera: 15/03/1986, Holenderski Balet Narodowy

Premiera polska: 18/05/2023, Polski Balet Narodowy

 

SSSS…

(premiera polska)

Choreografia: Edward Clug

Muzyka: Fryderyk Chopin (5 nokturnów)

Prapremiera: 23/03/2012, Balet Stuttgarcki

Premiera polska: 13/11/2025, Polski Balet Narodowy

 

SYMPHONY IN C

(premiera polska)

Choreografia: George Balanchine

Muzyka: Georges Bizet (Symfonia C-dur)

Prapremiera: 28/07/1947, Balet Opery Paryskiej

Premiera polska: 13/11/2025, Polski Balet Narodowy

 

REALIZACJA

Toer van Schayk – Choreografia SIÓDMA SYMFONIA

Edward Clug – Choreografia SSSS…

George Balanchine – Choreografia SYMPHONY IN C

 

Tijuana Križman Hudernik  – Realizacja baletu SSSS…

Colleen Neary  – Realizacja baletu SYMPHONY IN C

Patrick Fournillier – Dyrygent SIÓDMA SYMFONIA, SYMPHONY IN C

Marek Bracha  –Fortepian solo SSSS...

Toer van Schayk  – Scenografia i kostiumy SIÓDMA SYMFONIA

Thomas Mika – Scenografia i kostiumy SSSS…

Marc Happel  – Kostiumy wg Barbary Karinskiej SYMPHONY IN C

Jan Hofstra – Światła SIÓDMA SYMFONIA

Tomaž Premzl – Światła SSSS…

John Cuff – Światła SYMPHONY IN C

 

OBSADA

Siódma Symfonia:

Ryota Kitai

Mai Kageyama

Vladimir Yaroshenko

Marko Juusela

Jaeeun Jung

Aoi Choji

Hannah Cho

Natalia Pasiut

Paweł Koncewoj

 

Ssss...

Daria Majewska, Ryota Kitai  / Para 1.

Natalia Pasiut, Cezary Wąsik / Para 2.

Jaeeun Jung, Marco Esposito / Para 3.

 

Symphony in C:

Jaeeun Jung, Bogdan Verbovoy  / Para 1.

Chinara Alizade, Vladimir Yaroshenko / Para 2.

Hye Ji Kang, Diogo de Oliveira / Para 3.

Mai Kageyama, Marko Juusela / Para 4.

Na zdjęciu:

„Symphony in C” chor. George Balanchine © The School of Americal Ballet

Tańczą: Bogdan Verbovoy, Vladimir Yaroshenko, Diogo de Oliveira, Marko Juusela i Polski Balet Narodowy

Fot. Ewa Krasucka

Brak komentarzy
Szukaj