Recenzje sztuk teatralnych

To nie jest bajka. Teatr Rozbark, Bytom, 2025-06-23
Czy można śnić obraz, który jest tylko iluzją? A co, jeśli nagle zacznie się poruszać? „Late Lovers of Moon Snow” Teatru Rozbark z Bytomia to taneczna opowieść inspirowana twórczością René Magritte’a – pełna fizycznej, mocnej ekspresji oraz tajemniczych, dziwnych skojarzeń, które przenoszą widza w świat nielogiczności i ludzkich zawiłości. Spektakl balansuje między oryginalnością a nierównością – obok intrygujących, głębokich metaforycznych epizodów pojawiają się fragmenty słabsze, mniej dopracowane. Pokaz jest częścią Międzynarodowego Festiwalu Tańca Współczesnego Zawirowania.
Twórczość René Magritte’a, jednego z czołowych przedstawicieli surrealizmu, jest bardzo charakterystyczna i rozpoznawalna. Jego obrazy zawieszone są między codziennością a tajemnicą, a ich siła polega na zestawianiu przedmiotów codziennego użytku w nieoczekiwanych i paradoksalnych konfiguracjach.
Spektakl Teatru Rozbark, zaprezentowany 23 czerwca 2025 roku na Festiwalu Zawirowania, operował estetyką nawiązującą do cyrku i figury błazna – zarówno w warstwie wizualnej, jak i w sposobie prowadzenia narracji. To ciekawe zestawienie uwypuklało absurd i kruchość ludzkiego losu, a także towarzyszące mu poczucie niezrozumienia świata, wewnętrzny niepokój i lęk przed samotnością.
Szczególnie poruszający był ruch sceniczny inspirowany cyrkową choreografią – precyzyjny, a zarazem pełen emocjonalnego napięcia. Tancerz-cyrkowiec, który wzbogacił ruch grupy tancerzy, poruszał się z hipnotyzującą lekkością, jakby balansował na granicy świata realnego i iluzji. Dzięki konwencji inspirowanej cyrkiem i postacią błazna spektakl zyskał uniwersalny wymiar – stając się opowieścią o kondycji człowieka zmuszonego do nieustannego grania jakiejś roli, w którą wtłoczyło nas życie. Choreografka Anna Piotrowska wzbogaciła go dodatkowo o osobistą opowieść o trudnej miłości – pomysł sam w sobie był trafny, jednak zastrzeżenia budziła forma tej wstawki: zbyt bezpośrednia i emocjonalnie niedopracowana, zatracała uniwersalność na rzecz prywatnego wyznania.
Poruszająca, liryczna i momentami intensywna muzyka tworzyła barwną, a zarazem mroczną przestrzeń wyobraźni. Nawiązania do abstrakcyjnych form, symboliczność i aura magii przywoływały skojarzenia z estetyką Brunona Schulza, co okazało się wyjątkowo trafnym wyborem. Choć Magritte w swojej twórczości nie koncentrował się na podświadomości czy automatyzmie, spektakl został poszerzony o warstwę tajemnicy ludzkiego życia – wyraźnie odnosząc się do ludzkich lęków, pragnień i nieuchwytności życia.
Zastrzeżenia jednak budziła jakość ruchu tancerzy. Choć grupowe układy – gdy wszyscy tańczyli synchronicznie – bywały interesujące i angażujące, poza tymi fragmentami pojawiało się wiele momentów chaotycznych, niespójnych i pozbawionych wyrazistości. Tym bardziej raził ten dysonans, że twórczość Magritte’a opiera się na precyzji i czystości formy, nie na bezładzie. Największy zgrzyt wywoływała jednak przesada – niepotrzebna egzaltacja i nadmierna dosadność niektórych scen, które wydawały się nieprzemyślane. A przecież spektakl potrafił działać również na poziomie subtelnej abstrakcji, która okazywała się znacznie bardziej sugestywna niż bezpośredniość.
Sam ruch choreograficzny wyróżniał się oryginalnością – był nieoczywisty, chwilami dziwny i pełen napięcia. Na uwagę zasługuje kilka oryginalnych scen, jak choćby sekwencja z kapeluszem, w której grupa tancerzy synchronicznie zakrywała twarz lub okolice łona jednej osoby. Ten obraz przywoływał skojarzenia z wypieraniem seksualności w społeczeństwie, z lękiem przed dojrzałym spojrzeniem na ludzkie potrzeby. Pokazywał, jak głęboko zakorzenione są mechanizmy wyparcia i wstydu.
Dopełnieniem tej ekspresji była osobista opowieść choreografki o niespełnionej, bolesnej relacji – wątek, który miał potencjał, by pogłębić przekaz, lecz w przedstawionej formie okazał się zbyt bezpośredni, zbyt emocjonalnie surowy. Sprawiało to wrażenie, jakby choreografka z pewną beztroską – niemal bezrefleksyjną satysfakcją – wyrzuciła z siebie emocję, nie zastanawiając się, czy to, co przekazuje, ma dla odbiorcy jakąkolwiek wartość lub sens. Naturalne jest, że artyści sięgają po osobiste doświadczenia jako źródło twórczości. Jednak świadomy twórca daje swoim przeżyciom czas, by dojrzały w ciszy i przekształciły się w uniwersalną mądrość, aczkolwiek nie każdy artysta osiąga ten poziom świadomości. Czasem niektórzy mają silną osobowość twórczą i wewnętrzny przymus ekspresji, który domaga się natychmiastowego ujścia – nawet kosztem głębi. Sztuka nie stawia granic i chłonie wszystko. Być może właśnie dlatego jest tak różnorodna i otwarta, w jej przestrzeni każdy może odnaleźć coś bliskiego sobie.
W ostatecznym rozrachunku spektakl Teatru Rozbark jawi się jako odważna i wizualnie ciekawa próba przełożenia malarskiego języka René Magritte’a na choreografię i ruch sceniczny. Choć niektóre fragmenty osłabiały przekaz brakiem precyzji lub nadmierną dosłownością, całość broni się atmosferą tajemnicy, ciekawymi rozwiązaniami inscenizacyjnymi i zdolnością do budowania metaforycznych, nieoczywistych obrazów.
Teatr Rozbark, Bytom
Międzynarodowy Festiwal Tańca Współczesnego Zawirowania, Warszawa
Spektakl: „Late Lovers of Moon Snow”
Data: 23 czerwca 2025 r.
Koncepcja, reżyseria, choreografia: Anna Piotrowska
Kreacja i wykonanie: Kamil Bończyk, Aleksandra Kępińska, Sabina Letner, Julia Lewandowska, Ewa Noras, Anna Piotrowska, Daniel Zych. Z gościnnym udziałem: Anastasiia Khvorost
Współpraca: Teatr Ocelot pod dyrekcją artystyczną Beaty Zając - artysta występujący w spektaklu: Mariusz Nguyen
Obiekt świetlny & pejzaż dźwiękowy: Michał Mackiewicz – Lucid Lines
Opracowanie muzyczne: Anna Piotrowska
Reżyseria światła: Paweł Murlik
Przestrzeń, scenografia i kostiumy: Anna Piotrowska, Ewa Noras, współpraca: Atelier Bronisława Cichy
Realizacja światła: Dastin Greczyło
Realizacja dźwięku: Jakub Ritter
Współpraca techniczna: Krzysztof Soszka, Kuba Zapartowicz
Współpraca produkcyjna: Mateusz Kowalski
Fot. Zawirowania / Facebook