Recenzje sztuk teatralnych

Taniec władzy i pożądania . Teatr Polski, Warszawa, 2024-11-17
Jest 1874 rok, dwór hrabiowski w Szwecji, noc przesilenia letniego – moment pełen magii, dawnych rytuałów, puszczania kontroli i zatracania się w namiętnościach. W tym kontekście Strindberg osadza akcję swojego dramatu „Panna Julie”, napisanego w 1888 roku. Mistrzowsko wykorzystuje atmosferę mrocznej niepewności, by ukazać napięcia emocjonalne oraz głębokie konflikty pomiędzy bohaterami – ich zmagania z ograniczeniami narzuconymi przez klasę społeczną, płeć i rodzinne tradycje.
Dramat Strindberga przedstawia burzliwą relację między arystokratką panną Julie a Jeanem – lokajem o wyszukanych manierach i bogatym doświadczeniu życiowym. Jean jest zaręczony z Krystyną, służącą w domu hrabiów. Napięta gra pomiędzy tą trójką stanowi oś dramatu. Ale w tle czuć jeszcze nieustanną obecność hrabiego, który, choć nigdy nie pojawia się osobiście, swoją władzą nad wszystkimi wywiera presję, wzmacniając i tak już napiętą atmosferę. O jego obecności przypominają rękawiczki i buty, które pełnią rolę hipnotycznych rekwizytów.
W XIX wieku, w okresie powstawania tego dramatu, psychologia jako nauka przeżywała dynamiczny rozwój. W samym czasie Zygmunt Freud, neurolog i psychiatra, który później stworzył psychoanalizę, intensywnie badał hipnozę, traktując ją jako narzędzie do zgłębiania nieświadomych procesów psychicznych i leczenia zaburzeń emocjonalnych. Jego odkrycia i wnioski wywołały szerokie zainteresowanie na całym świecie. Strindberg, zafascynowany mechanizmami władzy i kontroli psychicznej, wykorzystał te inspiracje w swoim dramacie. W „Pannie Julie” analizuje destrukcyjny wpływ, jaki ludzie wywierają na siebie nawzajem. Jako twórca pełen wrażliwości i wyobraźni, ale zmagający się z psychiczną kruchością i neurotycznością, kształtował swoje widzenie świata zgodnie z własnymi doświadczeniami życiowymi, które nie były łatwe, m.in. w związku z nieudanym życiem rodzinnym. Jego nieposkromione twórcze poszukiwania, talent do budowania narracji i kreowania dramatów zderzyły się z powierzchownym zrozumieniem dynamiki stosunków między kobietą a mężczyzną, jawną nienawiścią do kobiet i niechęcią do życia rodzinnego, choć jego niespokojna natura nieustannie pchała go do dalszych poszukiwań sensu życia.
Dzieło Strindberga „Panna Julie” podejmuje temat walki klas oraz manipulacji w relacjach damsko-męskich. Ukazuje próby wywierania wzajemnego wpływu na siebie i dążenia do osiągnięcia korzyści kosztem drugiej osoby. Szczególną uwagę zwraca na subtelne, a zarazem podstępne mechanizmy manipulacji, które są głęboko osadzone w przemocowych wzorcach klasowych, płciowych i rodowych. Bohaterowie dramatu są ukazani w sposób wielowymiarowy. Na początku widz tworzy w swojej głowie pewne schematy ich zachowań, jednak w miarę rozwoju akcji okazuje się, że postaci sztuki są bardziej złożone i nieprzewidywalne. Kto tak naprawdę jest kim i co nim kieruje? Z każdą sceną ujawniają się nowe informacje, a to, co wydawało się na początku oczywiste, przestaje być z czasem tak klarowne.
Reżyserka Anna Skuratowicz przepuszcza przesłanie Strindberga przez swoją dojrzałość, unikając jednocześnie jednostronnej feministycznej interpretacji. Nie daje się wciągnąć w strindbergowską walkę płci. Można to poczuć w atmosferze całej sztuki, która nie jest – jak to zwykle u Strindberga bywa – przesycona beznadzieją i podszyta niechęcią do życia. Reżyserka zadaje pytania, zmusza do myślenia, otwiera ostatnią scenę na możliwość innego zakończenia, niż to zaproponował autor. Ukazuje, jak bardzo świat jest niejednoznaczny i że każda postać ma swoją historię, która doprowadziła ją do miejsca, w którym się znajduje. To spojrzenie bez osądów – choć z wyraźnym stanowiskiem moralnym – zmniejsza napięcie i daje zgodę na życie, takim, jakie ono jest (przy jednoczesnych próbach szukania odpowiedzi na te życiowe zagmatwania). Pokazała, jak można na nowo spojrzeć na dzieło Strindberga w dzisiejszych czasach.
Panna Julie w wykonaniu Teatru Polskiego jest nieporadną osobą, która chce zmian i próbuje dążyć do nich, tak, jak tylko potrafi. Jak każdy bohater tej sztuki jest uwikłana. Początkowo prowokująca, manipulacyjna i zimna, z czasem ujawniają się jej prawdziwe motywacje, co czyni ją bardziej ludzką. Julie ma dramatyczną potrzebę, by wyrwać się z pułapki, w jaką wtłoczyło ją życie. Nie jest samodzielna, ale ma chęć zerwania ze wszystkim, co wpoili jej rodzice i społeczeństwo. Chce dorosłości, nęci ją świat, ale nikt nie nauczył ją, jak żyć i czym właściwie jest życie – oprócz konwenansów i sztywnych zasad. Rodzice wpoili w nią swoje własne ideały, nie myśląc, że ich dziecko ma prawo do własnego życia. W pewnym momencie akcji Julie rozpina ubranie, odsłaniając gorset, który ją uwiera – jakby chciała go zdjąć jako symbol niewygodnych i niepotrzebnych przekonań. Szarpie się z Jeanem, na zmianę manipulują lub ulegają sobie.
Czy Julie cierpi na neurastenię? Może to tylko histeryczna kobieta? Jeszcze w XIX wieku uważano, że histeria to choroba dotykająca wyłącznie kobiet. Strindberg kończy swój dramat samobójstwem Julie, choć nie pokazuje wprost tego aktu. W spektaklu Teatru Polskiego mamy pewną wskazówkę co do tego (pod koniec Jean pokazuje subtelnie Julie nóż), jednak do końca pozostaje pewne niedopowiedzenie – samobójstwo jest zasugerowane, ale nie wiemy, jaką decyzję podejmie Julie. Reżyserka Anna Skuratowicz stawia pytanie o możliwość innego zakończenia. Ostatnia scena pozostaje otwarta. Być może Julie dojrzała do innej decyzji?
Jean jest zupełnie inną osobą – pragnie awansu społecznego, lecz nie dąży do prawdziwych zmian. Jest silny, odważny i świadomy szerszego kontekstu życia, wiele przeżył i wiele się nauczył. Nie krępuje go sztywność arystokratycznych norm zachowania, potrafi się w nich odnaleźć. Jednocześnie jednak kieruje nim poczucie niższości wynikające z jego pochodzenia. Jest egoistyczny, bezwzględny i gotów dążyć do swoich celów za wszelką cenę.
Reżyserka wydobyła także postać służącej i narzeczonej bardziej wyraziście niż sam autor dramatu. Krystyna ma tutaj też swoją własną opowieść. Ma plany na życie, choć motywowane są innymi przesłankami niż te, którymi się kierują pozostali bohaterowie. Akceptuje swoje życie takim, jakie jest – jest przewidywalna, prosta w swoich potrzebach i przekonana o swoich wysokich wartościach moralnych. Jednak gdy przyjrzymy się jej bliżej, okazuje się, że traktuje innych z pogardą, jest obłudna i zakłamana – potrafi kraść, ale potem spokojnie pójdzie się wyspowiadać i będzie miała czyste sumienie. Reżyserka, nasycając tę postać tak głęboką charakterystyką, sprawiła, że Krystyna opowiada swoją historię i pokazuje swój własny dramat – jak zdrada narzeczonego wpłynęła na nią, co może czuć XIX-wieczna nie za młoda już kobieta, której narzeczeństwo, wydające się być jej wielką nadzieją, może się rozpaść.
Sztuka zachowuje klasyczną formę zarówno w scenografii, jak i kostiumach – aktorzy występują w stylizowanych strojach silnie nawiązujących do tradycyjnych, a scenografia przedstawia dość wiernie odtworzone wnętrze kuchni arystokratycznej posiadłości, z detalami nawiązującymi do ducha epoki. Trochę w kontrze do stylu całego przedstawienia pojawia się współczesna muzyka – poruszająca i pełna głębi, wprowadza widza w niezwykły, mistyczny świat. Ale właśnie ta kontrastowość bardzo ożywia sztukę i nadaje jej współczesny rys. Projekcje video wyświetlane na ścianach pomieszczeń ukazują splątane gałęzie drzew lub też dorzecza rzek – jakby pokazywały sieć życia pełną zawiłych połączeń. A być może to obraz ludzkiego pulsującego krwioobiegu? Ten sam motyw, nieco uproszczony, powraca w formie rysunku na drewnianej podłodze.
Choć sztuka opowiada o dawnych normach społecznych, które kształtowały relacje między ludźmi w XIX wieku, również dziś istnieją współczesne odpowiedniki tej dynamiki – zarówno w relacjach międzyludzkich, jak i w hierarchii społecznej wynikającej z różnic w pochodzeniu czy bogactwie. Obłuda wynikająca z podwójnych standardów typowa dla religijnych dewotów, albo traktowanie innych z góry, to wciąż bardzo aktualny temat. Podobnie jak kwestie relacji rodowych, które nadal pozostają niezmiernie złożone. W tej sztuce nie ma nadziei na nowe pokolenie. Zamiast tego dominują głęboko zakorzenione dawne systemy, naznaczone głębokimi uwikłaniami, których wpływ na przyszłość jest nie do ogarnięcia. Jakby świat musiał się zatrzymać, ponieważ dalszy rozwój w takich warunkach jest niemożliwy.
Teatr Polski w Warszawie
Data: 2024-11-17
Spektakl: „Panna Julie”
Reżyseria: Anna Skuratowicz
Autor: August Strindberg
Przekład: Mariusz Kalinowski
Scenografia: Aleksandra Reda
Kostiumy: Alicja Skurzyńska
Projekcje: Anna Flaka
Muzyka: Mateusz Boruszczak
Obsada:
Panna Julie: Irmina Liszkowska
Krystyna: Katarzyna Lis
Jean: Jakub Kordas
Fotografia: Karolina Jóźwiak

