Recenzje sztuk teatralnych

Tam, gdzie dusza spotyka piekło. Teatr Narodowy, Warszawa, 2025-02-27

Tam, gdzie dusza spotyka piekło. Teatr Narodowy, Warszawa, 2025-02-27

środa, Marzec 5, 2025 recenzja teatr tNarodowy faust goethe piekło

W grze iluzyjnej pogoni za tanimi przyjemnościami, łatwym życiem i manipulowaniem rzeczywistością świat staje na krawędzi. „Faust” Teatru Narodowego w Warszawie stawia pytania o ludzką naturę, granice naszych pragnień i nasze prawdziwe motywacje. W kontekście symboli i odniesień do historii, sztuka staje się lustrem, w którym każdy widz może się przejrzeć.

Spektakl w reżyserii Wojciecha Farugi obfituje w wiele odniesień do mrocznych kart historii, takich jak II wojna światowa, hitlerowskie Niemcy, działalność SS i prześladowania Żydów. Widzimy również wątek ZSRR i wspomnienie katastrofy elektrowni jądrowej w Czarnobylu z 1986 roku. Wśród postaci historycznych można dostrzec Hitlera, Charliego Chaplina (czy to nawiązanie do motywu uwodzenia nieletnich dziewcząt?) oraz – polski akcent – Lecha Wałęsę, przedstawionego w satyrycznej, wręcz karykaturalnej odsłonie. Spektakl nawiązuje także do mitologii i sztuki, m.in. poprzez postać Heleny Trojańskiej – egocentrycznej  kobiety pochłoniętej do reszty własnym pięknem, obojętnej na tragedię, której stała się przyczyną, a która zapoczątkowała dziesięcioletnią, wyniszczającą wojnę trojańską.

Nawiązanie do postaci Hitlera, do tematu II wojny światowej i pogromu ludzi, jaki się wtedy dokonał, jest bardzo istotnym i mocnym odniesieniem. To, co się wtedy stało, było totalnym złem. W spektaklu jest kilka ciekawych wątków rozwijających ten temat. Pokazana jest uroczystość, podczas której żołnierze ubrani w hitlerowskie mundury rozpylają kościelne kadzidła w wielu kierunkach – co przy wtórze tajemniczej i mrocznej muzyki wygląda na satanistyczną mszę. Zresztą, sztuka pełna jest odniesień do zabawy magią, manipulacji rzeczywistością i niebezpiecznych poszukiwań, które prowadzą w ślepy zaułek. Interpretacja „Fausta” w reżyserii Wojciecha Farugi jest pewnego rodzaju ostrzeżeniem – uważajmy, bo łatwo popełnić błąd. Zwiedzeni fałszywą obietnicą łatwego życia, pozbawionego jakiejkolwiek odpowiedzialności, możemy łatwo ulec podszeptom niskiego ego lub magii innych, co może zaprowadzić nas na samo dno piekieł. Tak jak miało to już miejsce w tragicznych momentach naszej historii.

Spektakl odnosi się także do Kościoła Katolickiego, ukazując go jako instytucję pełną fałszu i obłudy – skrywającą pod płaszczem szczytnych duchowych idei prawdziwe swoje oblicze: dążenie do bogactwa za wszelką cenę, cenzurę niewygodnych ksiąg oraz krwawe stosy inkwizycji. Scenografia i kostiumy w epizodach z udziałem kościelnych dostojników podkreślają przepych, nadmiar i zbytek. Słudzy dźwigający papieża na lektyce noszą lśniące złote maski, przypominające te karnawałowe, które służą zarówno zabawie, jak i ukrywaniu prawdziwej tożsamości. Kościelni dostojnicy są wachlowani z przesadnym splendorem i, niczym starożytni faraonowie, traktowani jak bóstwa. Zło może się kryć pod taką też postacią – i wtedy jest bardzo zwodnicze.

 „Faust” Teatru Narodowego to imponujące widowisko, które wywołuje silne emocje. To dramatyczne arcydzieło pełne pasji, skłaniające do głębokich pytań o naturę ludzką i o to, do czego człowiek jest zdolny, gdy przekracza granice zła. Reżyser wykazuje się także niezwykłą wyobraźnią w kreowaniu scenicznej narracji. Jednak ta obfitość momentami staje się przytłaczająca. Można odnieść wrażenie, że z niektórych wątków czy epizodów dałoby się zrezygnować. Nadmiar wszystkich bodźców prowadzi do przesytu, a w pewnym momencie wręcz wywołuje zawrót głowy.

Scenografia w spektaklu (autorstwa Katarzyny Borkowskiej) to zaskakująca i innowacyjna kompozycja, która tworzy atmosferę pełną kontrastów i napięć. Rozmach inscenizacyjny łączy z precyzyjnym doborem symbolicznych elementów, które wizualnie wzbogacają przedstawienie i potęgują emocje płynące z dramatu. Ukazanie różnych światów na dwóch odrębnych poziomach (co możliwe jest dzięki podnoszeniu i opuszczaniu platformy scenicznej) jest bardzo oryginalnym pomysłem. W ten sposób widz obserwuje dwa wymiary – wyższy i niższy: ziemski i piekła, albo nieba i piekła.

W górnej części sceny znajduje się wodospad złożony z podłużnych lamp, których migoczące światła tworzą iluzję opadającej i przesuwającej się w dół wody. Dominują nowoczesność, chłód, lód oraz monumentalna skała. Dodatkowo ogromne lustro odbija połowę sceny. Być może to lustro, w którym przegląda się Faust kuszony przez Mefistofelesa i widzi odbicie innej postaci niż własnej osoby? Lustro w dodatku powiększone do ogromnych rozmiarów, tak jak ego człowieka, który zatracił swoje połączenie z duszą?

Na poziomie piekła jest ciemno, ponuro, szaro i brudno. Akcja sztuki toczy się naprzemiennie pomiędzy tymi dwoma poziomami i dwoma światami. Mefistofelesem są różne postaci, np. Hitler (Damian Kwiatkowski), Charlie Chaplin (Mateusz Kmiecik). Jest nim też elegancka starsza pani w przeuroczym kapeluszu, ubrana na czarno – i to jest oszałamiające zderzenie, a grająca postać tej wersji Mefistofelesa, Sławomira Łozińska, jest bardzo przekonująca w tej roli. Każda z tych osób (i innych, bo Mefistofelesów jest w sumie pięciu) daje swój własny wkład, budując postać Diabła, co uzmysławia, w jak różne postaci może się wcielić zło.

Na scenie ukazuje się także, jako element scenograficzny, ogromna ręka Boga z fresku „Stworzenie Adama” autorstwa Michała Anioła. Ręka wskazująca na jakiś (prawidłowy?) kierunek. Kolejny artefakt i kolejny punkt do zastanowienia się.

W trakcie przedstawienia widzimy wiele ciekawych i oryginalnych scen, jak np. spotkanie Fausta i Małgorzaty w domu sąsiadki Marty, gdzie doktor próbuje uwieść nastoletnią dziewczynę, obdarowując ją słodyczami. To jest bardzo poruszający moment – Małgorzata, młodziutka Żydówka, rzuca się łakomie na słodycze, jak dziecko, które dawno nie jadło takich rarytasów. Prostymi trikami i manipulacją daje się zwieść, powoli oddając swoje serce obcemu mężczyźnie. Innym interesującym (i przerażającym jednocześnie) momentem są narodziny młodego Fausta, które zostają pokazane jako eksperyment genetyczny, nawiązując tym samym do eksperymentów przeprowadzanych na ludziach, np. w czasie wojny.

Na koniec spektaklu pojawia się osoba Stephena Hawkinga (rewelacyjny Paweł Brzeszcz, również jako goryl Wagner) – brytyjskiego fizyka, rozpoznawalnego naukowca poruszającego się na wózku inwalidzkim. Hawking ze względu na nieuleczalną chorobę prowadzącą do zaniku mięśni stopniowo tracił zdolność samodzielnego poruszania się i mówienia, komunikował się ze światem za pomocą syntezatora mowy. Jako naukowiec pracował nad kosmologią – nad teorią o początku wszechświata. Stephen Hawking w „Fauście” Teatru Narodowego to kolejne wcielenie Mefistofelesa, który z wiarą naukowca zapatrzonego w swój genialny umysł i wyniki badań, wygłasza twierdzenia, sprowadzające człowieka do roli maszyny fizycznej i umysłowej.

Spośród całej obsady największe wrażenie robi Hanna Wojtóściszyn w roli Małgorzaty. Aktorka wspaniale oddaje prostotę nastoletniej dziewczyny, jej naiwność i dziecięcą radość życia, a potem stopniowe i brutalne budzenie się świadomości tego, co wydarzyło się między nią a Faustem oraz jakie ma to dla niej konsekwencje. Hanna Wojtóściszyn cudownie i wiarygodnie przedstawia otwartość, dziecięcą naiwność i okrutne zderzenie z rzeczywistością, na które ta młoda dziewczyna sobie nie zasłużyła.

Za to postać doktora Fausta w tej interpretacji wydaje się nieco niejasna, co może wynikać z decyzji reżyserskiej. Choć Cezary Kosiński, który go gra, oddaje swoją rolę z pełnym zaangażowaniem, to jednak Faustowi brakuje głębi. Nie widać wyraźnie wewnętrznej walki, którą toczy, ani poczucia izolacji, które popycha go do decyzji o oddaniu swojej duszy Diabłu. Nie ukazano jego egzystencjalnego bólu, który bywa tak dotkliwy, że może prowadzić do utraty zmysłów. A Faust doświadczył wiele – miał wysoką inteligencję oraz więcej świadomości i bogactwa doświadczeń życiowych niż przeciętny człowiek. I w pewnym momencie dochodzi do punktu krytycznego – do momentu, który jest zejściem na samo dno swojego podziemnego świata. To punkt, który może być przełomem, szansą na odkrycie siebie na nowo, lub ostatecznym zatraceniem i upadkiem. Doktor Faust wybrał to drugie wyjście. Szkoda, że ta walka nie zostaje pokazana.

W interpretacji Teatru Narodowego doktor Faust jawi się bardziej jako filozof oderwany od rzeczywistości i zagubiony w odmętach własnego umysłu. Choć doświadcza wewnętrznej pustki duchowej, przypomina to raczej dosyć powierzchownie zrozumiany kryzys wieku średniego niż głębokie duchowe rozdarcie. Szuka więc tanich przyjemności, próbując wypełnić wewnętrzną pustkę. Choć, trzeba przyznać, że taka interpretacja też ma swoje walory – pokazanie kryzysu wieku średniego (czy jakiegokolwiek innego) jest interesującym pomysłem, ponieważ to temat niezwykle życiowy, mogący dotknąć wszystkich nas w tym pełnym wyzwań świecie. Dzięki temu spektakl może stać się bliski każdemu widzowi, który może odnaleźć w nim swoją własną historię. W życiu bowiem w różnych sytuacjach możemy być wystawiani na próbę.

Teatr Narodowy w Warszawie

Spektakl: „Faust”    

Data: 27 luty 2025 r.  

Autor: Johann Wolfgang Goethe  

Reżyseria: Wojciech Faruga

Dramaturgia: Julia Holewińska

Scenografia, kostiumy, światło: Katarzyna Borkowska

Muzyka: Teoniki Rożynek

Obsada:

Cezary Kosiński

Paweł Brzeszcz

Aleksandra Justa

Mateusz Kmiecik

Damian Kwiatkowski

Sławomira Łozińska

Wiesław Cichy

Małgorzata Kożuchowska

Henryk Simon

Natalia Kawałek

Hanna Wojtóściszyn

Anna Grycewicz

Adam Szczyszczaj

Paulina Korthals

Piotr Piksa

Fot. Marta Ankiersztejn

Brak komentarzy
Szukaj