Recenzje sztuk teatralnych

Jak opowiadać o przemocy, by nie odwrócić wzroku? Jak mówić o wojnie, by usłyszeć tych, którzy zostali uciszeni? Spektakl „Ocalone” w reżyserii Mai Kleczewskiej, z Agnieszką Przepiórską w głównej roli, stawia te pytania z niezwykłą siłą. To teatr pamięci – przestrzeń, w której historia staje się krzykiem, żałobą i bezkompromisowym mówieniem prawdy. Grany regularnie w Domu Spotkań z Historią w Warszawie, spektakl zyskał również uznanie na XXXI Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi.
Scenariusz do spektaklu autorstwa Piotra Rowickiego powstał na podstawie dzienników i wspomnień mieszkańców i uczestników tragicznych wydarzeń, które rozegrały się na Zieleniaku – w prowizorycznym obozie przejściowym utworzonym na warszawskiej Ochocie podczas II wojny światowej. Głosy ofiar tamtego czasu zostały splecione w jedną postać – Ireny K. Na Ochotę, w celu stłumienia Powstania Warszawskiego, skierowano w sierpniu 1944 roku oddziały SS RONA – brygady rosyjskich kolaborantów służących nazistowskim Niemcom. Mieszkańcy dzielnicy byli wyciągani z domów i zapędzani na teren Zieleniaka – popularnego wówczas targowiska, które wcześniej służyło codziennym zakupom. W prowizorycznym obozie zapanowały nieludzkie warunki – ludzie leżeli stłoczeni na ziemi, brakowało wody, pożywienia i urządzeń sanitarnych. Nocami pijani żołnierze wyciągali z tłumu kobiety i dziewczynki – gwałcili je zbiorowo, a wiele z nich mordowali w brutalny sposób. Inne, skrajnie wycieńczone, umierały z wyczerpania i ran.
Spektakl Domu Spotkań z Historią to poruszający monodram w reżyserii Mai Kleczewskiej – opowieść prowadzona przez jedną aktorkę, która wprowadza nas w dramatyczną historię Ireny K. Tylko na samym początku pojawia się prowadząca uroczystość, zapowiadając wydarzenie. Następnie na scenę wchodzi ona – Agnieszka Przepiórska – główna wykonawczyni. Od tej chwili wszystko się zmienia. Rzeczywistość się rozszczelnia, a nasz świat staje się kruchy i niepokojący. Widz zostaje wrzucony w wir wspomnień, w sam środek świata traumy i wojennego okrucieństwa – historii opowiedzianych z wnętrza kobiety, która widziała i doświadczyła zbyt wiele.
Aktorka wkracza na scenę jako starsza kobieta – współczesny świadek tamtych wydarzeń. Pojawia się z okazji uroczystości odsłonięcia pomnika „Ku czci pomordowanych” i zwraca się bezpośrednio do widzów. Staje przy mównicy i zaczyna mówić do nas. Od czasu do czasu światło obejmuje również publiczność, włączając nas w tę przestrzeń – stajemy się jej częścią, widoczni, niejako wciągnięci w opowieść.
Aktorka, odgrywając staruszkę, drży podczas mówienia – modeluje głos, przyjmuje postawę starszej osoby. Jest elegancko ubrana, na głowie ma piękny kapelusz, który podkreśla jej charakter. Jej gra jest autentyczna, poruszająca swoim oddaniem. Pokazuje swoją bezradność, jakby te cierpienia, mimo upływu lat, wciąż tkwiły w bohaterce – w Irenie. Jakby tamte wydarzenia zabiły w niej jakąś dawną część siebie.
W tle sceny, na ekranie, wyświetlane są obrazy zniszczonej Warszawy z czasów wojny, przeplatające się z osobistymi fotografiami bohaterki. Dzięki technologii AI obrazy zostają ożywione – jedne sceny przechodzą w drugie, czasem płynnie, czasem niepokojąco dziwnie. Niekiedy postaci przekształcają się w karykaturalne, ledwo człekokształtne formy – jakby pamięć zacierała granice między tym, co było, a tym, co zostało zniekształcone przez czas i traumę. Te dziwne kształty podkreślają zarazem bestialski charakter nieludzkich czynów, które miały wtedy miejsce.
Brutalność tej ekspresji zderza się z kruchą wrażliwością Ireny – zarówno starszej pani, jak i młodziutkiej dziewczyny sprzed wojny. Wracają wspomnienia dziecięcych zabaw – w berka, w chowanego – jakby tamte dni wciąż trwały, nienaruszone. Irena opowiada o miłości do teatru i filmu, o marzeniach, o Eugeniuszu Bodo i filmowych amantach, w których podkochiwały się dziewczyny.
Wspomina, że wtedy we włosach miała białą kokardę – to wspomnienie powraca niczym refren. W pewnym momencie aktorka wyciąga ze sceny długą białą wstążkę i biegnie z nią wokół widowni – oplata nas nią, jakby wciągając w tamten świat. Świat, który rozpadł się na kawałki. Niewinność i marzenia młodej dziewczyny zderzyły się z okrucieństwem wojny, a życie Ireny nagle się zatrzymało – by potem, w bólu, próbować je odbudować od nowa.
Słowa aktorki to często urywki – poszarpane, rwane zdania, wyrzucane z siebie jakby wbrew woli. Padają rosyjskie komendy żołnierzy gwałcących kobiety, powracają echa dawnych krzyków – wypowiadane z ciała, z drżeniem. Agnieszka Przepiórska z niesamowitą autentycznością odtwarza sceny z przeszłości, trzęsąc się, krzycząc. Rzuca się na krawędź sceny, jakby chciała wyrzucić z siebie to, co niewyobrażalne.
A potem bohaterka opowiada o swojej walce, by przerwać milczenie – by w końcu opowiedzieć światu swoją historię. Żeby to, co się wydarzyło, nie zostało zapomniane. Żeby więcej do takich sytuacji już nie doszło. Bo wojny – jak mówi – zawsze wyglądają podobnie: wyczerpani, poranieni mężczyźni odreagowują, „biorąc sobie” kobiety. Jakby one były przedmiotem, narzędziem ulgi. Gorzej traktowane niż zwierzęta.
Aktorka przywołuje inne wojny, inne rzezie – historie znane od zarania dziejów, które różnią się jedynie czasem i miejscem. Pyta: czy udział w wojnie naprawdę jest bohaterstwem? W imię czego jest to cierpienie? Polityki? Idei? Religii? I czy musi temu towarzyszyć ból i krzyk niewinnych istot? Co jeszcze musi się stać, byśmy przestali nazywać przemoc koniecznością?
Agnieszka Przepiórska wspaniale konstruuje postać – z precyzją, wyczuciem i głębokim zrozumieniem emocji. Każdy gest, krzyk, pauza czy zmiana tonu głosu są świadome i znaczące. Z niezwykłą intensywnością wciela się w Irenę – od intymnych wyznań po dramatyczne eksplozje emocji, nie tracąc ani na chwilę autentyczności. Ona nie tylko gra – ona jest Ireną. Stapia się z nią. Każdy szczegół jest przemyślany: sposób mówienia, mowa ciała, emocjonalne napięcia. To pełne oddania wcielenie się w ból, rozpacz, przerażenie i wstyd. Przepiórska odsłania emocje i przeżycia bez retuszu – mówi wprost o brutalności tamtych dni. Ale nie epatuje agresją. Nie chodzi tu o szok, tylko o prawdę. O to, by wypowiedzieć ją na głos. I wypłakać ból wielu istnień.
Ten spektakl to hołd dla wszystkich kobiet – tych, które przeszły przez piekło Zieleniaka, piekło II wojny światowej i wszystkich innych wojen. Każde przedstawienie, w którym Przepiórska wciela się w rolę Ireny, jest światłem wysyłanym tam – do kobiet, których cierpienie nie może zostać zapomniane. Aktorka oddaje im ten hołd swoją grą – pełną pasji, oddania i poruszającej mocy. Jej występ jest przejmujący i mistrzowsko wyważony. Swoją charyzmą niesie pamięć, skupienie i współczucie.
Ten spektakl nie kończy się wraz z oklaskami. Zostaje w widzach – jako pytanie. Jako rana, która nie chce się zabliźnić. Jako ciche, ale wyraźne wezwanie do czujności wobec przemocy – tej, która już była, tej, która dzieje się dziś, i tej, która może nadejść znów.
Dom Spotkań z Historią w Warszawie
Miejsce prezentacji: Teatr Powszechny w Łodzi
Spektakl: "Ocalone"
Data: 12 kwietnia 2025 r.
Scenariusz: Piotr Rowicki
Reżyseria: Maja Kleczewska
Kostium: Konrad Parol
Muzyka: Cezary Duchnowski
Wideo: Krzysztof Garbaczewski
Choreografia: Anna Krysiak
W roli Ireny K.: Agnieszka Przepiórska
Fot. Magda Hueckel