Recenzje sztuk teatralnych

Siła niewypowiedzianego. Ciało/Umysł 2025. Warszawa, 2025-10-12
Dnia 12 października 2025 r. w ramach festiwalu Ciało/Umysł 2025 zaprezentowany został spektakl-performance Edyty Kozak „Autoportret choreograficzny”. Na scenie pojawiła się nie tyle dojrzała artystycznie performerka, ile postać zatrzymana w stanie przejściowym – jakby coś w niej dobiegło końca, choć jeszcze nie wiadomo, ku czemu to prowadzi. Ciało było obecne, lecz brakowało mu wyraźnego impulsu, kierunku i wewnętrznej iskry – jakby balansowało między potrzebą wyrażenia czegoś a poczuciem bezsensu. Nie była to cisza wynikająca z pełnej kontroli i świadomości, lecz raczej z procesu wewnętrznego dojrzewania, w którym nowa forma dopiero się może wyłonić. A być może był to nawet silniejszy moment zatrzymania – pełen pustki jeszcze nieoswojonej, może wciąż bolesnej. Widzowie mogli odnieść wrażenie, że spektakl mówi więcej, niż artystka zamierzała. Czy mieliśmy do czynienia ze świadomym rozmontowaniem formy – czy raczej przypadkowym odsłonięciem jej rozpadu?
Spektakl rozpoczął się w intrygujący sposób – nie od razu w akcji, lecz w skupieniu i ciszy. Artystka siedziała w pozycji medytacyjnej na wysokich, teatralnych schodach i milczała, a jej głos płynął z offu. Mówiła o poszukiwaniu siebie właśnie w ciszy. To otwarcie działało jak zaproszenie do wewnętrznej podróży. Po chwili zeszła ze schodów i zaczęła snuć wspomnienie z przeszłości – historię pewnego zdarzenia jako tancerki baletowej. Takie wspomnienia chłonie się z zaciekawieniem, bo zawsze są opowieścią o prawdziwym życiu, o jego doświadczaniu. To, co kiedyś poruszyło i zostawiło ślad, dziś powraca jako ciche świadectwo: „Patrz – to przeżyłam. To mnie wzruszyło i ukształtowało”
Wszystko, co ludzkie, bliskie i prawdziwe, ma w sobie piękno.
Jednak to, co zapowiadało się intrygująco, nie znalazło dalszej ciągłości. Z czasem coraz wyraźniej można było odczuć brak głębszej warstwy – brak wyraźnej, prowadzącej idei, która spoiłaby całość performansu. Spektakl sprawiał wrażenie luźnego zbioru zdarzeń, jakby jeszcze poszukującego swojego kształtu. Momentami przypominał zamysł wynikający raczej z intelektualnej potrzeby niż z wewnętrznego impulsu – jakby zrodzony z myśli: „zrobię choreografię-autobiografię, bo tak wypada”. Nie jest to jednak samo w sobie niczym złym – pod warunkiem że taki pomysł staje się początkiem procesu, który naprawdę porusza, pozwala artyście lepiej zrozumieć własną drogę i zbliża go do samego siebie. Wtedy spektakl może stać się świadectwem czegoś autentycznego i głęboko ludzkiego. Być może to solo rzeczywiście nie miało niczego konkretnego powiedzieć. A może – zupełnie nieświadomie – mówiło właśnie o poczuciu bezcelowości. Jakby jego autorka uciekała od siebie, pokazując światu uprzejmą, „profesjonalną” twarz, będącą jedynie zasłoną dla czegoś, czego nie chce lub nie potrafi jeszcze zobaczyć.
Bo czasem artysta odsłania więcej, niż sam zamierzał.
Dysponując wyrazistą osobowością sceniczną – pięknym głosem, szczerością i swobodą bycia na scenie – artystka z łatwością przyciąga uwagę i budzi sympatię publiczności. Jednak sama charyzma to za mało, by spektakl naprawdę poruszał. To może być wartość dodana – nie fundament. Spektakl powinien nieść za sobą sens, mieć cel i wewnętrzny przekaz. Bez tego pozostaje tylko dobrze wykonanym gestem, ale bez prawdziwego poruszenia.
Całość perfomansu budowała wrażenie zatrzymania, utknięcia w miejscu, braku wyraźnego kierunku. Widz miał poczucie uczestnictwa w czymś niedokończonym, niedookreślonym. Jakby w pewnym momencie zabrakło wewnętrznego światła – a jego miejsce zajęła cisza, która jest zatrzymaniem, a nie pełnią. Cisza, w której sens ruchu trudno jeszcze odnaleźć.
Wprawdzie niektóre momenty zapowiadały się naprawdę interesująco, lecz pozostały niewykorzystane, niedopowiedziane, bez wspólnego mianownika. Na przykład scena, gdy artystka ułożyła się na podłodze w pozycji baletowej, zwrócona w stronę starego lustra (lub innego przedmiotu z odbiciem), miała w sobie coś intrygującego. Było w tym coś symbolicznego – jakby wspomnienie przeszłości, spojrzenie jednocześnie na dawną i obecną siebie. Z kolei motyw przenoszenia mebli można było odczytać jako metaforę zmian, prób uporządkowania życia na nowo. Jednak nie zostało to rozwinięte. Po co bowiem przenosić zapakowane, szczelnie owinięte meble z miejsca na miejsce, jeśli nie rozpakowuje się ich choćby symbolicznie i nie układa na nowo? Te obrazy zaczęły się ciekawie, ale pozostały bez rozwinięcia – jak szkice porzucone w połowie. Jakby artystka znudziła się samą sobą.
Czasem brak treści również bywa przekazem – pytaniem o to, czym dziś jest spektakl i czym jest obecność sceniczna. Jednak wszelkie rewolucyjne zabiegi powinny być stosowane świadomie. Tylko wtedy wywołany dyskomfort trafia w odbiorcę celnie i staje się narzędziem refleksji, a nie efektem przypadku. Pozostawienie widza wyłącznie z pytaniami – zwłaszcza nieprecyzyjnymi, bez punktu odniesienia – może prowadzić nie do zaciekawienia, lecz raczej do rozczarowania czy znużenia.
Odniosło się wrażenie, że artystka nie do końca wiedziała, kim naprawdę jest. Jakby potrafiła odnaleźć się tylko w świecie uporządkowanym, w którym jakaś zewnętrzna struktura nadaje kierunek i ramy działania. Gdy taka struktura znika, życie zaczyna nieść człowieka w różne strony – bo bez wewnętrznego kompasu trudno nadać mu własny kierunek. Wolność jest jednak możliwa w każdej sytuacji; wystarczy odważyć się poczuć siebie w nowej rzeczywistości. To dojrzewanie – choć często niełatwe – może stać się wtedy źródłem prawdziwej twórczości. I właśnie wtedy można się nim dzielić z innymi.
Czasem spektakl nie mówi tego, co twórca chciał powiedzieć – ale ujawnia to, czego nie potrafił ukryć. Bo ciało sceniczne, nawet milcząc, potrafi krzyczeć – poprzez gest, napięcie, emocjonalną intensywność lub jej brak. Nie krzyczał tu ani tekst, ani muzyka – która, choć momentami wyrazista, nie niosła wyraźnego przekazu, będąc raczej neutralnym tłem. Nie krzyczała też sama forma. A jednak gdzieś pomiędzy ruchem a jego brakiem pulsował niewypowiedziany, nieuświadomiony lęk przed prawdziwym spotkaniem siebie. A właśnie w chwilach takiego spotkania ze sobą, rodzi się potencjał do odkrywania czegoś nowego.
Ciało/Umysł 2025 Międzynarodowy Festiwal Sztuki Tańca i Performansu
8-12 października 2025, Warszawa
STUDIO teatrgaleria, Pawilon Tańca i Innych Sztuk Performatywnych – nowy oddział Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.
Dyrektor artystyczna: Edyta Kozak
Dyrektor zarządzająca: Anna Szaniawska
Organizator: Fundacja Ciało/Umysł
Spektakl: Autoportret choreograficzny. Autoafirmacja jako akt odwagi.
Data: 12 października 2025 r.
Koncepcja, reżyseria, teksty, wideo, performans: Edyta Kozak
Fot. Marta Ankiersztejn