Recenzje sztuk teatralnych

Co by się stało, gdyby miłość była silniejsza niż śmierć? A może jest? Spektakl Teatru Narodowego „Piekło – Niebo” opowiada o matczynej miłości, odpowiedzialności i sile więzi, która nie zanika nawet po śmierci. Historia matki próbującej powrócić po swej śmierci do syna wciąga widza dzięki muzyce, świetlnym efektom budującym nastrój, humorowi i sugestywnej grze aktorskiej.
To ciepła, pełna emocji sztuka Marii Wojtyszko wyreżyserowana przez Jakuba Kroftę, przeznaczona dla całej rodziny. Opowiada historię matki DJ-ki – w tej roli wspaniale energetyczna Zuzanna Saporznikow – która ginie w wypadku i, trafiając do Nieba, próbuje zrobić wszystko, by wrócić na Ziemię do swojego syna Tadzika. Przedstawienie łączy emocjonalną głębię z subtelnym, pełnym lekkości humorem. Choć nie w każdym momencie sztuka radzi sobie z głębią, jest wiele w niej momentów mądrych i poruszających. Spektakl od pierwszych minut przyciąga uwagę i trudno odmówić mu scenicznej energii. Jest świetnie zagrany, rytmiczny, wizualnie intensywny i pełen humoru, co skutecznie buduje porozumienie z widownią. Kolorowa forma, ciekawa zabawa światłem, pełni energii aktorzy – zwłaszcza przeuroczy Robert Czerwiński jako figlarny Diabeł Osmółka – oraz ich bezpośrednie interakcje z publicznością sprawiają, że spektakl wciąga, uczy i bawi. Dopiero przy bliższym spojrzeniu ujawniają się jednak pęknięcia, które nie dotyczą jakości wykonania, lecz sposobu myślenia o młodym odbiorcy.
Spektakl dotyka ważnego tematu śmierci, ale nie pozwala mu w pełni wybrzmieć – zostaje on domknięty, zanim zdąży poruszyć emocje, jakie mógłby uruchomić. Brak w nim zderzenia z prawdziwym doświadczeniem straty bliskiej osoby. Zabrakło momentu prawdziwego zatrzymania, w którym odbiorca po usłyszeniu o śmierci głównej bohaterki, mógłby poczuć smutek, zadać sobie pytanie i pobyć w tej (niewygodnej, ale prawdziwej) chwili. Spektakl powinien dopuścić moment ciszy, bez natychmiastowego rozbrojenia bólu żartem. Nie chodzi o to, by straszyć dzieci ani odbierać im poczucie bezpieczeństwa. Chodzi raczej o zaufanie do ich wrażliwości i zdolności przeżywania spraw trudnych – jeśli tylko nie zostaną z nimi same. W tym sensie spektakl wydaje się bardziej chronić dorosłych przed lękiem podejmowania trudnego tematu, niż zapraszać dzieci do ciszy i prawdziwego spotkania z tematem straty.
Ta cisza i zatrzymanie są w kilku momentach świetnie wykorzystane. Szczególnie poruszający jest moment zatrzymania matki, która – będąc w Piekle, dokąd trafiła dzięki swojej szalonej obrotności i zdecydowaniu – obserwuje relację Diabła Osmółki z jego matką i w tym doświadczeniu konfrontuje się z własną nadopiekuńczością. Przygaszone światło i zmiana układu sceny potęgują siłę tej chwili, sprawiając, że słowa bohaterki, uświadamiającej sobie swoje dotychczasowe podejście, wybrzmiewają z pełną mocą i wyraźnie docierają do widza.
Spektakl dobrze wydobywa temat nadopiekuńczości matki, a także różnych toksycznych relacji, które w dłuższej perspektywie okazują się destrukcyjne dla człowieka. Piekło oraz doświadczenie cierpienia ukazane są w sposób prawdziwy i przejmujący – bez infantylizacji, wyraźnie i z humorem, który nie umniejsza powagi tematu. Na tym tle wątek nieba sprawia wrażenie nieco zbyt naiwnego. O ile piekło zyskuje charakter, dramaturgię i wyraźne przesłanie, o tyle sfera sacrum zostaje sprowadzona do dobrze znanych, bezpiecznych obrazów.
Pan Bóg z długą srebrną brodą w białej szacie i eteryczna Maryja, jak wyjęta z obrazka świętego, zamykają rozmowę o wierze, zamiast ją otwierać. Bo narzucają jedyną „właściwą” interpretację sacrum – co zapewne uspokaja dorosłych (bo dzieci wtedy nie zadają trudnych pytań), ale odbiera dziecku prawo do własnego odbioru, samodzielnego poczucia tajemnicy Życia.
Wprawdzie można się zastanowić, czy ta infantylizacja nie jest świadomym zamysłem twórców – takim „puszczaniem oka” do dorosłego widza. Wówczas dzieci otrzymują „bezpieczną” dosłowność, dorośli głęboko zanurzeni w religijnym porządku – potwierdzenie swoich świętych i nienaruszalnych prawd, a ci, dla których Bóg/Źródło jest czymś więcej niż dobrotliwym dziadziem siedzącym w chmurach, rozpoznają ironię i uśmiechną się w duchu. Teoretycznie jest to dobre rozwiązanie dla wszystkich.
Jednak takie podejście musi być czytelne w formie, konsekwentne dramaturgicznie i bezpieczne etycznie – szczególnie w teatrze dla dzieci. Teatr dla dzieci nie może opierać się na nieczytelnej ironii. W takim wypadku to już nie jest świadoma wielowarstwowość, tylko rozmycie odpowiedzialności. Wybór tak jednoznacznej reprezentacji sacrum może wynikać z chęci ochrony dziecięcego widza. Pytanie jednak, czy nie prowadzi do efektu odwrotnego – osłabienia doświadczenia duchowego poprzez jego nadmierne uproszczenie?
Sztuka nie ma obowiązku zadowalać wszystkich – zawsze będzie spotykać się z różnorodnymi reakcjami, wynikającymi z odmiennych doświadczeń, wrażliwości i poziomu świadomości odbiorców. Nie istnieje spektakl, który mógłby zostać jednakowo zaakceptowany przez każdego widza. Właśnie dlatego szczególnej uważności wymaga teatr dla dzieci, bo to one najbardziej ucierpią na rozwiązaniach, które nie traktują ich jak pełnoprawnych odbiorców wymagających jasności i opieki znaczeniowej. Dzieci potrzebują emocjonalnej prawdy, boją się niejasności, pozorów i udawania. Ale w odpowiedzi na takie podejście szybko dopasowują się do norm wyznaczonych przez dorosłych.
A co by się stało, gdyby zaufać wewnętrznej mądrości dziecka? Pozwolić mu pobyć w ciszy – w pauzie, niedopowiedzeniu i niejednoznaczności? Pokazać obrazy symboliczne, wielowymiarowo, bez narzucania jednej interpretacji, ale z troską o jego emocje i w poczuciu obecności dorosłego – tak aby czuło, że nie jest samo w tym doświadczeniu.
W ten sposób dziecko może budować zaufanie do własnych uczuć, oswajać niepewność. I uczy się, że trudne rzeczy się zdarzają w życiu, ale łatwiej je przejść, gdy można je przeżywać razem. Sposób, w jaki dziecko radzi sobie z trudnymi tematami życiowymi, kształtuje jego podejście do wyzwań w późniejszym życiu. Potem jako dorosły będzie albo regulować swoje emocje poprzez kontakt z nimi, albo odcinać się od nich, uciekając w racjonalizację.
Dzieci mają w sobie naturalną intuicję głębi otaczającego je świata, potrafią znieść tajemnicę. Z czasem jednak, w procesie dorastania, te odczucia zostają stłumione – w imię przetrwania, społecznego dopasowania i powielania znanych mechanizmów. Odpowiedzialne mówienie dzieciom o sprawach trudnych nie odbiera im dzieciństwa – przeciwnie, wzmacnia je, buduje dojrzałość, która nie potrzebuje uproszczeń ani protekcjonalnych narracji. Co ostatecznie przynosi w przyszłości wartość także całemu społeczeństwu.
Na koniec warto wspomnieć o pewnej wyjątkowej scenie kończącej spektakl – najpiękniejszej i najbardziej dojrzałej w całym przedstawieniu. Mama, będąca już w Niebie, zakłada niebiańskie DJ-skie słuchawki i nawiązuje kontakt z synem, rozmawiając z nim poprzez muzykę – swoją pasję, której duchowy rezonans staje się mostem łączącym ich serca. Ta scena jest w spektaklu pokazana w sposób niezwykle sugestywny i emocjonalnie mocny. To poruszający symbol, że nigdy nie tracimy więzi z bliskimi, którzy odeszli. Ona jedynie zmienia swoją formę na bardziej duchową. A najpiękniejszym hołdem miłości dla osoby, którą straciliśmy, jest – po okresie żałoby, w którym uczymy się oswajać stratę ukochanej osoby – nasz powrót do życia i umiejętność cieszenia się nim w pełni.
Teatr Narodowy w Warszawie
spektakl: „Piekło – Niebo”
data: 4 stycznia 2026 r.
reżyseria: Jakub Krofta
dramaturgia: Maria Wojtyszko
scenografia, kostiumy: Matylda Kotlińska
muzyka: Grzegorz Mazoń
reżyseria światła: Damian Pawella
projekcje wideo: Jakub Lech
ruch sceniczny: Leszek Bzdyl
Obsada:
Zuzanna Saporznikow - Mama, DJ Daje Radę
Robert Czerwiński - Diabeł Osmółka
Piotr Grabowski - Bóg
Robert Jarociński - Lucyfer
Anna Lobedan - Matka Boska
Adam Szczyszczaj - Sandalfon
Grzegorz Kwiecień - Święty Piotr
Joanna Kwiatkowska-Zduń - Ciocia Renata
Kinga Ilgner - Diablica Mania, matka Osmółki
Waldemar Kownacki - Dziadek, tata Mamy; Potępieniec 1; Grzesznik 1
Paweł Paprocki - Belzebub
Piotr Piksa - Dorosły Tadzik; Aktor Teatru Narodowego; Potępieniec 2; Grzesznik 2
Paulina Korthals - Aktorka Teatru Narodowego; Potępieniec 3; Grzesznica 3
Leszek Bzdyl - Anioł (gościnnie)
Fot. Marta Ankiersztejn