Recenzje sztuk teatralnych

Przełamywanie barier wykluczenia. Teatr Powszechny, Warszawa, 2024-11-09

Przełamywanie barier wykluczenia. Teatr Powszechny, Warszawa, 2024-11-09

środa, Listopad 13, 2024 recenzja teatr tPowszechny film larsVonTrier

Spektakl Teatru Powszechnego „Przełamując fale” opiera się na filmie o tym samym tytule, który wyreżyserował Lars von Trier w 1996 roku. Film osadzony w surowym szkockim krajobrazie – z szarym morzem, zimnym wiatrem i ponurymi skałami – przyjmuje realistyczną, niemal naturalistyczną formę, podkreślając charakterystyczną dla lat 70. atmosferę, z dominującym surowym stylem życia, zmaganiami społecznymi oraz hipokryzję religijnej kalwińskiej wioski. Spektakl przyjmuje nieco inną formę – jest mniej realistyczny, ale bardziej drastyczny. Wątek wyklęcia przez wspólnotę religijną schodzi tu na dalszy plan, a silniej wybrzmiewają motywy alienacji jednostki, wykluczenia siebie z życia i problemy natury psychicznej.

„Przełamując fale” to opowieść o bezrefleksyjnym oddaniu młodej Bess swojemu mężowi, Janowi – oddaniu tak głębokim, że ostatecznie prowadzącym do tragicznych konsekwencji. Naiwna i zdesperowana Bess, po wypadku, w którym jej mąż zostaje sparaliżowany, zaczyna popadać w coraz głębszy kryzys psychiczny. Wierzy, że modlitwy do Boga o uzdrowienie Jana mogą przynieść efekt. Przekonana, że jej działania – modlitwy i bezgraniczne spełnianie wyuzdanych żądań męża – mają bezpośredni wpływ na poprawę jego zdrowia, zaczyna czuć, że ma wyjątkową moc. Bezmyślnie podporządkowując się wymaganiom Jana, Bess pogrąża się coraz bardziej – zarówno psychicznie jak i moralnie.

Scenografia sztuki ogranicza się do jednego pomieszczenia, które pełni rolę salonu w domu rodzinnym, oddziału klinicznego, gabinetu lekarskiego oraz ubikacji szpitalnej. To przestrzeń pełna niedopowiedzeń – jest wszystkim i niczym konkretnie. Nie można tu zagrzać miejsca, choć wszyscy są do tej przestrzeni przywiązani, wręcz uzależnieni. Szklane brudne ściany otaczają to wnętrze, tworząc wrażenie zamknięcia i braku ucieczki. Wszystkie postaci zostają umieszczone w jednym pomieszczeniu, bez względu na to, jaką rolę w danym epizodzie aktualnie grają. Przypisując jednemu aktorowi kilka różnych ról, twórcy wprowadzają pewien wewnętrzny dysonans, który początkowo może wywoływać pewien dyskomfort, ale ostatecznie dobrze podkreśla wrażenie chaosu i beznadziei.

Zamknięcie wszystkich postaci w jednym pomieszczeniu oraz zmiany scen polegające na zaledwie minimalnym przetasowywaniu postaci i niewielkich zmianach dekoracji, robią ogromne wrażenie. Sceny zmieniają się, a atmosfera wciąż pozostaje ta sama – duszna i pełna marazmu. Postacie, które nie biorą udziału w danym epizodzie, zostają zamrożone, stają się bierne, co nadaje całości atmosferę, jakby wszyscy byli pacjentami szpitala psychiatrycznego. Tworzony w ten sposób klimat przytłoczenia, otępienia i braku jakiejkolwiek ucieczki z sytuacji, potęguje wrażenie psychicznego uwięzienia.

Spektakl nie jest tak realistyczny jak film (choć równie naturalistyczny), jest raczej mroczny, dobitnie pokazuje strach przed mierzeniem się z twardą rzeczywistością oraz lęk przed nieporadnością i niepełnosprawnością. Przez swoją formę i podkreślone nieco inne tematy niż w filmie, staje się bardziej współczesny. Inna sprawa, że realia dotyczące religijności nieco się zmieniły – w latach 70. Szwecja była krajem silnie protestanckim, mocno oddanym zasadom religijnym. We współczesnej Europie – i nie tylko w Szwecji – wiara jest postrzegana głównie jako sprawa prywatna, a wspólnoty wyznaniowe nie mają takiego wpływu na społeczeństwo. W spektaklu Teatru Powszechnego za to mocno zostają podkreślone rozpacz, chaos wewnętrzny, poczucie beznadziei i fatalizm losu człowieka. Poruszony zostaje temat tego, co dzieje się z człowiekiem, gdy staje się niepełnosprawny, jak zmienia się jego życie i życie bliskich oraz jakie napięcia wewnętrzne to wywołuje.

Choć zakończenie filmu Larsa von Triera było prowokująco naiwne (wyzdrowienie Jana jako cud – wynik modlitw Bess), to w spektaklu Teatru Powszechnego powrót do Jana pełnej sprawności pokazany jest bardzo subtelnie, można je odczytać niedosłownie, na kilka sposobów. Równie symbolicznie zostaje pokazany los Bess, choć jego dramatyzm mówi sam za siebie.

Wspaniała gra aktorów przeraża swoim naturalizmem i radykalnością. Choć Klara Bielawka – główna aktorka tworząca rolę Bess nie do końca jest przekonująca w tej roli: z jednej strony dobrze ukazuje infantylność bohaterki, jednak brakuje w jej wyrazie wrażliwości, która mogłyby potęgować kontrast między brudem a czystością, wiarą a beznadzieją, lub choćby desperację mogącą stanowić podstawy jej choroby psychicznej. Arkadiusz Brykalski jako Jan za to wprowadza do swojej postaci prawdziwe pokłady cynizmu i arogancji, co sprawia, że ta rola staje się bardziej wyrazista, doskonale pasując do charakteru sztuki. Równie dobrze i wyraziście gra Grzegorz Falkowski jako doktor Richardson, a Natalia Lange jako Dodo uchwyciła subtelną i dobrą, ale nieporadną postać, która jest równie przerażona i niepozbierana (mimo że bardziej świadoma), jak główna bohaterka.

Sztuka w reżyserii Ewy Platt nie operuje spektakularnymi środkami dramaturgicznymi – zamiast tego stawia na bezwzględną prostotę, która dobrze wydobywa głębię przytłaczającej treści: brud – ten fizyczny, namacalny, i ten psychiczny: destrukcyjne myśli, emocje i przekonania. Widz zostaje wciągnięty w niejasne sytuacje, w ciemną stronę psychiki człowieka, w którym jest marazm, wyparcie się życia i lęk przed prawdą. Cały spektakl sprawia wrażenie duszenia się w oparach bezradności i przytłoczenia. Nie jest to przyjemna w odbiorze sztuka, raczej mocno konfrontująca. Ta konfrontacja jest naprawdę udana.

Teatr Powszechny w Warszawie

Spektakl: „Przełamując fale”

Reżyseria: Ewa Platt

Tekst: Lars von Trier, David Pirie, Peter Asmussen

Obsada:

Klara Bielawka

Arkadiusz Brykalski

Grzegorz Falkowski

Natalia Lange

Mateusz Łasowski

Foto: Magda Hueckel

Brak komentarzy
Szukaj