Recenzje sztuk teatralnych

Pejzaż bezradności - „Magiczna rana”. STUDIO teatrgaleria, Warszawa, 2025-12-20

Pejzaż bezradności - „Magiczna rana”. STUDIO teatrgaleria, Warszawa, 2025-12-20

Spektakl „Magiczna rana” Teatru Studio, oparty na tekście Doroty Masłowskiej, ukazuje życie wybranych grup społecznych Warszawy. Ujęty w formę intensywnego teatru psychologicznego, staje się gorzką opowieścią o współczesnej Polsce, oglądaną przez pryzmat stołecznej codzienności. Mimo że w spektaklu nie brakuje absurdu i dużej dawki humoru, dominuje jednak ton przytłoczenia i goryczy. To zestawienie intrygujące, jednak miejscami nadmierne zanurzenie w mrocznej atmosferze osłabia czytelność przesłania autorki tekstu. W rezultacie zaciera się pytanie o odpowiedzialność za polski stan bezradności – ciężar winy zostaje przesunięty na miasto i zewnętrzne okoliczności, które zaczynają funkcjonować jak niewidzialny, bezosobowy sprawca.

Sztuka wyreżyserowana przez Radosława Maciąga składa się z kilku luźno powiązanych historii opowiadanych przez samych bohaterów. Nie są to klasyczne postaci z wyraźnie zarysowaną biografią i indywidualnym rysem, lecz raczej typy społeczne, powtarzalne figury, które pojawiają się i znikają, a tylko czasami ich losy się splatają. Są bezimienni, każdy z nas może nimi być. Spektakl jest opowieścią o współczesnym przebodźcowanym i zagubionym świecie, w którym ludzie próbują jakoś funkcjonować, często w sposób absurdalny, śmieszny, a zarazem smutny.

Bohaterowie żyją w rzeczywistości mediów społecznościowych, reklam i internetu. Mówią językiem popkultury i potoczności, bezkrytycznie przejmując narzucone im postawy oraz wzorce zachowań. Funkcjonują w rolach nadanych z zewnątrz, powielając je bez refleksji i za wszelką cenę próbując się w nich odnaleźć. W efekcie powstaje obraz ludzi nie do końca świadomych własnego życia, uwięzionych w powtarzalnych schematach. Samotność i pustka wypełniają ich codzienność, mimo nieustannego życia „na topie” – ciągłego bycia online, podążania za trendami i grania ról, które świat im oferuje i którymi ich nieustannie kusi. Konsumpcja, zbieranie lajków, obsesja zdrowego stylu życia, presja dopasowania się do grupy i nieustanna autopromocja sprowadzają ich egzystencję do kolorowego, głośnego widowiska – produktu pozornie atrakcyjnego, lecz w gruncie rzeczy powierzchownego.

Tytułowa „magiczna rana” staje się metaforą czegoś, co jednocześnie boli, przyciąga uwagę i nieustannie się odnawia – jak wiral, który żyje dzięki emocjom odbiorców, jak toksyczny trend, który nie pozwala się od siebie uwolnić. To powracający ból istnienia, któremu bohaterowie nie chcą się naprawdę przyjrzeć. Zamiast refleksji lgną ku niemu jak ćmy do światła, powielając bez namysłu wciąż te same doświadczenia.

Sztuka pozostawia po sobie niepokój. Nie przynosi ulgi (choć humor i absurd stoją tu na wysokim poziomie) – podobnie jak nasze czasy nie należą do kojących. Spektakl prawdziwie pokazuje zagmatwaną i chaotyczną współczesną rzeczywistość. Jednak przez ten chaos można przejść dojrzałością i świadomymi decyzjami, nie bezładnym poddawaniem się okolicznościom. Spektakl sugeruje jednak, że źródło „zła” znajduje się poza bohaterami: w samym życiu, w logice kapitalistycznego miasta Warszawy. Mroczna tonacja inscenizacji budzi empatię i współczucie dla bohaterów, lecz zarazem podsuwa wygodne usprawiedliwienie, że zostali oni uwięzieni przez zewnętrzne okoliczności – że ich los zależy od „siły wyższej”. W ten sposób odpowiedzialność za ich życie zostaje rozmyta.

Trzeba przyznać, że dramaturgicznie spektakl jest skonstruowany w sposób ciekawy i niezwykle angażujący. Fabuła jest wciągająca, treść opowiedziana jest obrazowym językiem i świetnie aktorsko wygrana, a całość dopełniają sugestywne wizualizacje operujące przerysowaniem, surrealizmem i groteską. Jedna z projekcji, odwołując się do popkulturowego kina katastroficznego, pokazuje kobietę-monstrum biegnącą za mężczyzną, dla którego była jedynie kolejnym łóżkowym epizodem: w tej metaforze Warszawa jawi się jako niszczone miasto, a kobieta – jako potwór, niczym filmowa Godzilla, wyładowująca nagromadzony gniew i pragnąca zemsty na wszystkim, co napotka.

Scenografia także zachwyca kreatywnością i sposobem, w jaki podkreśla tymczasowość, pustkę i kiczowatość świata przedstawionego. Palma nieśmiało sugeruje upragnioną rajską plażę, choć jest tylko szkieletową konstrukcją z rur, obrotowa scena nieustannie przeorganizowuje przestrzeń spektaklu, a metalowo-rurowe konstrukcje (schody, łóżko, stół) podkreślają tymczasowość i brak ukorzenienia w życiu.

Jedyna uwaga jest taka, że twórcy posłużyli się ściśle tekstem Doroty Masłowskiej, ale w swojej esencji ta sztuka ma nieco inną energię. Masłowska operuje ironią i absurdem, ale porusza się na pewnym określonym poziomie. Pisze o codzienności, o życiu Polaków – o naszych uwarunkowaniach, o których często zapominamy, działając automatycznie. Wyśmiewa nasz brak samodzielnego myślenia. Jednak nie dramatyzuje świata w sensie moralnym ani metafizycznym, nie dotyka mrocznych tematów i nie rozmywa odpowiedzialności, tak, jak to robi spektakl Teatru Studio.

To temat znacznie szerszy: pytanie o to, gdzie przebiega granica między inspiracją a wiernością pierwowzorowi i w jakich warunkach rodzi się nowe, autonomiczne przesłanie. Granica ta bywa nieostra, często niemal niewidoczna. Choć teatr sprzyja eksperymentom, istnieją reguły, których świadome przekroczenie – lub nieświadome zignorowanie – wpływa bezpośrednio na siłę przekazu.

Gdy twórcy decydują się na zbyt mocny akcent, nieprzystający do energii całości, subtelne i istotne niuanse sztuki przestają być dostrzegalne. Dzieje się to podobnie jak w obrazie fali sinusoidalnej: kiedy zmniejszamy skalę, by wyeksponować jeden gwałtowny skok, drobne drgania znikają nam wtedy z pola widzenia.

A cała Masłowska ujawnia się właśnie w tych subtelnych drganiach znaczeń i głębokich, pełnych niuansów skojarzeniach, których w automatyzmie dnia powszedniego zazwyczaj nie dostrzegamy. Są one głęboko osadzone w nas, wynikają m.in. z naszej trudnej historii – powielane z pokolenia na pokolenie ukorzeniają się w naszej rzeczywistości jako coś oczywistego, niemal nietykalnego. Masłowska bezlitośnie pokazuje nam, jak łatwo poddajemy się schematom i wchodzimy w dziwne role. Każdą taką sztuczną tożsamość, stworzoną po to, by „jakoś poradzić sobie w życiu”, potrafi rozpoznać i rzucić nam ją prosto w twarz. Bez znieczulenia. Dla Masłowskiej świat jest taki, a nie inny, bo my go takim kreujemy – pustym językiem, bezmyślną konsumpcją, infantylizmem i ucieczką od odpowiedzialności.

Jej językiem jest ironia i absurd – bardzo bliskie nam, Polakom. Znamy ten język. Ukształtował się w realiach PRL-u, gdzie groteska i humor służyły zarówno omijaniu cenzury i mówieniu prawdy, jak i radzeniu sobie z trudną ówczesną codziennością. Masłowska posługuje się nim nie z sentymentu do tej tradycji, ale dlatego, że tak widzi rzeczywistość: ostrzej, bez złudzeń, z bezlitosną precyzją. W pewnych sytuacjach absurd i ironia stają się najskuteczniejszym językiem opisu sytuacji, ponieważ bezpośredni i dosłowny przekaz nie jest w stanie przebić się przez gęstą sieć uwikłań.

Charakterystyczne dla jej twórczości są czystość spojrzenia i bezlitosne, pozbawione moralizowania, okrucieństwo obserwacji. Masłowska nie maskuje metafizyką tego, co wytwarzają ludzie – chaosu, głupoty i bezsensu. Konfrontuje widza z sytuacjami wprost, z pełną mocą, ale wnioski każdy musi dopowiedzieć sobie sam. Oczywiście nie każdy odbiorca jest w stanie je przyjąć; istnieją bowiem także formy odmowy widzenia klarownie rzeczywistości, takie jak wyparcie – z których często sobie dosyć swobodnie korzystamy.

Na koniec warto podkreślić znakomitą grę aktorską. Maja Pankiewicz w epizodzie dziewczyny pracującej w piekarni zachwyca dojrzałością i emocjonalną prawdą swojej roli, a duet Roba Wasiewicza i Marcina Pempusia w rolach siostrzeńca i wujka dostarcza wiele zabawnych momentów i dynamicznej energii scenicznej. Doskonałym zabiegiem jest obsadzenie w roli dziecka dojrzałego (wysokiego!) mężczyzny – Rob Wasiewicz świetnie radzi sobie z tą nietypową rolą, wnosząc dodatkowy komiczny efekt.

STUDIO teatrgaleria w Warszawie

spektakl – „Magiczna rana”

data – 20 grudnia 2025 r.

autorka tekstu – Dorota Masłowska

reżyseria – Radosław Maciąg

adaptacja – Radosław Maciąg, Konrad Hetel

konsultacja dramaturgiczna – Konrad Hetel

muzyka – Przemysław Kunda

scenografia – Łukasz Misztal

kostiumy – Patrycja Fitzet

światło i live video – Robert Mleczko

multimedia – Natan Berkowicz

choreografia – Karolina Rentflejsz-Maciąg

 

Obsada:

Jakub Łopatka (gościnnie)

Michał Surówka (gościnnie)

Dominika Biernat

Daniel Dobosz

Wiktoria Kruszczyńska

Tomasz Nosinski

Maja Pankiewicz

Marcin Pempuś

Sonia Roszczuk

Rob Wasiewicz

Ewelina Żak

Fot. Natalia Kabanow

Brak komentarzy
Szukaj