Recenzje sztuk teatralnych

Nowa wrażliwość świata – „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Teatr Narodowy w Warszawie, 2026-05-16
W niewielkiej miejscowości w Kotlinie Kłodzkiej mieszka Janina Duszejko – ekscentryczna dojrzała kobieta, miłośniczka astrologii i zwierząt. Żyjąca na marginesie lokalnej społeczności, odrzucona za swoją wrażliwość i sposób patrzenia na świat, kobieta zapada na dziwną chorobę. Mieszkańcy zaczynają zachowywać się coraz bardziej obco i niepokojąco, a seria tajemniczych morderstw odsłania mrok skrywany pod pozornym spokojem okolicy. Taką interpretację powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych” proponuje Teatr Narodowy – poruszającą, choć pozbawioną baśniowości, zanurzoną w estetyce grozy, niejasności i egzystencjalnego niepokoju.
Spektakl otwiera dobiegające z oddali wycie i ujadanie psa szarpiącego się na krótkim łańcuchu. Scenę wypełnia błoto, a całość tonie w ciemności, chłodzie i przygnębiającej atmosferze. Kiedy widzowie powoli zajmują miejsca, główna bohaterka Duszejko błąka się po scenie z dziwnym, niemal nieobecnym spojrzeniem, kurczowo trzymając w rękach plastikową reklamówkę, zawierającą – jak się później okaże – coś istotnego dla niej. Scenografia jest bardzo oszczędna, jedynie nad sceną góruje drewniana ambona myśliwska. Podczas spektaklu bohaterowie krążą wokół niej, czasami wspinają się na nią i schodzą z niej, a w jednej ze scen ksiądz odprawia stamtąd mszę, patrząc na wszystkich z góry.
Już po zajęciu miejsc orientujemy się, że znaleźliśmy się w nietypowej, odwróconej sytuacji – siedzimy na scenie głównej Teatru Narodowego, a przed nami, w oddali, ledwie zarysowuje się pogrążona w półmroku widownia, na której zwykle zajmujemy miejsca. Ta odległa przestrzeń przypomina płaskowyż: wyniesiony, lecz nie zielony ani porośnięty roślinnością, lecz czerwony i zbudowany z rzędów teatralnych foteli. Ekskluzywne siedziska majaczą w tle, a nad nimi wiszą ogromne żyrandole, które w najbardziej intensywnych momentach spektaklu zaczynają się rozświetlać, stopniowo wydobywając z mroku puste rzędy krzeseł.
To ciekawy zabieg inscenizacyjny. Luksusowa widownia zamienia się w pejzaż wymarłej cywilizacji, a żyrandole wyglądają jak pozostałości dawnego świata. Wygląda to tak, jakby teatr oglądał tu sam siebie niczym ruinę. Całość ma niemal postapokaliptyczny charakter i sprawia bardzo silne wrażenie. Błoto na scenie także jest ogromnym przeciwieństwem teatralnej elegancji – pochłania ludzi, role społeczne, moralność i kulturę. Ujawnia świat zanurzony w brudzie.
***
Adaptacja „Prowadź swój pług przez kości umarłych” w wykonaniu Teatru Narodowego to opowieść o rozpadzie – zarówno jednostki, jak i całego świata. Główna bohaterka walczy z lokalną społecznością o szacunek dla zwierząt i natury, jednocześnie mierząc się ze śmiertelną chorobą. Nad historią unosi się atmosfera niejasności, grozy i nieuchronnego końca świata przedstawionego – rzeczywistości zbudowanej na cynizmie, przemocy i fałszu. Spektakl przypomina thriller psychologiczny: mrok miesza się tu z groteską i niepokojem, a całość przełamują momenty subtelnej bliskości i intymności.
Reżyserka Ewa Platt i dramaturg Miłosz Markiewicz budują katastroficzną wizję świata, zdominowanego przez brud, rozkład, chorobę, psychiczny rozpad i zwierzęcość w człowieku. Natura i człowiek przenikają się, ale nie w sposób baśniowy czy magiczny – raczej w logice zacierania granic, w której zwierzęcość wtapia się w ludzi. Duszejko sama rozpada się wraz z otaczającą rzeczywistością. Nie jest to więc jedynie opowieść o kobiecie obdarzonej głębszym widzeniem, które daje jej wewnętrzną moc, lecz o świecie tracącym stabilność. Wiele niepokojących scen krąży wokół motywu rozchwiania i zacierania granic.
Na przykład policjantka Czarna w pewnym momencie staje się sarną – zwierzęciem skaczącym między rzędami tradycyjnej, oddalonej od sceny widowni – i głosem dzikiej istoty zwraca się do Duszejko. Człowiek przechodzi tu w zwierzę, a granice między rolami zaczynają się zacierać. Być może twórcy w ten sposób pokazują przebudzenie empatii wobec natury i zrozumienie świata Duszejko. Można też odczytać tę scenę inaczej – jako powrót wypieranego głosu Natury, która przebija się przez ludzką obojętność i wyparcie. Istotny pozostaje również wątek zerwanej relacji Czarnej z ojcem, Matogą; wtedy jej przemiana może wyrażać zagubienie i próbę odzyskania kontaktu z czymś pierwotnym, autentycznym i żywym.
Podobnie niepokojąco zachowuje się lekarz leczący Duszejko – człowiek reprezentujący rozum, naukę, kontrolę nad ciałem i system racjonalnego wyjaśniania świata. Pod koniec spektaklu, odwiedzając bohaterkę, czołga się i je ziemię. Jakby sam powracał do materii, tracił swoją uprzywilejowaną pozycję i rozpadał się wraz z porządkiem świata. Staje się kimś na granicy – istotą tracącą ludzkie cechy, sprowadzoną do prostej, biologicznej materii. Być może jest to również odwrócenie perspektywy: początkowo to Duszejko wydaje się „szalona”, obsesyjna i oderwana od rzeczywistości. Z czasem jednak to świat wokół niej zaczyna tracić racjonalność.
Równie ciekawie zinterpretowani zostali Dobra Nowina z lokalnej społeczności oraz Dyzio – dawny uczeń Duszejko, darzący ją sympatią i wspierający ją emocjonalnie. W inscenizacji Teatru Narodowego Dyzio przedstawiony jest jako osoba z lekką niepełnosprawnością intelektualną, a Dobra Nowina przyjmuje postać naiwnej dziewczyny w zaawansowanej ciąży. Towarzyszy ona Dyziowi, trzymając go za rękę, co sugeruje, że nosi jego dziecko. Ich relacja zostaje ukazana w sposób niejednoznaczny i niepokojący – zawieszony między czułością a życiową bezradnością. Ich obecność przypomina raczej obraz ludzi pozostawionych samym sobie w świecie pozbawionym stabilnych punktów oparcia niż klasyczną historię o miłości z happy endem.
W pewnym momencie Dobra Nowina – inscenizując wraz z Dyziem historię nawrócenia św. Huberta w formie przypominającej średniowieczne misterium – przeobraża się w brutalną i ordynarną postać. Delikatny głos dziewczynki ubranej w białe rajstopy i niebieską sukienkę, wypowiadającej przekleństwa i ordynarnie spluwającej na ziemię, działa szczególnie mocno: jakby brutalność świata dorosłych wtargnęła w przestrzeń niewinności. Scena przypomina epizod opętania niewinnej istoty przez zło rodem z filmu grozy. W ten sposób Dobra Nowina zdaje się ucieleśniać przemoc systemu patriarchalnego, ukrytą pod pozorem pięknych, lecz pustych frazesów bohaterów z kręgu myśliwych.
W tym świecie myśliwi, policja i Kościół nie są przestrzenią wsparcia społeczeństwa, współczucia czy duchowości, lecz częścią systemu przemocy wobec słabszych – także zwierząt. Władza staje się tu narzędziem dominacji i instrumentalnego traktowania życia. To właśnie postawa cynicznego i pozbawionego refleksji korzystania z życia okazuje się dominującą siłą tego świata. Na tym tle finałowa miniwspólnota wokół Duszejko nabiera szczególnego znaczenia – tworzą ją ludzie pozornie słabi, niedopasowani, zepchnięci na margines, którzy jednak rozpoznają się nawzajem. I łączy ich świadomość prawdy kryjącej się za morderstwami w ich okolicy.
To właśnie oni, a nie przedstawiciele instytucji, Kościoła czy lokalnej władzy, okazują się zdolni do empatii, lojalności i wzajemnej troski. W mrocznej wizji twórców to outsiderzy – ludzie, którzy widzą więcej i nie podporządkowali się zbiorowej „normalności” – są jedynymi zdolnymi ocalić człowieczeństwo.
***
Na osobną uwagę zasługuje aktorstwo – to ono w dużej mierze współtworzy atmosferę spektaklu. Dominika Kluźniak tworzy poruszającą Janinę Duszejko – pełną oddania, wrażliwości i głębokiego przejęcia życiem oraz każdym jego przejawem. Oskar Hamerski jako Matoga jest szczególnie ujmujący w scenie, gdy przebrany za Czerwonego Kapturka przywołuje z dzieciństwa traumatyczne wspomnienie związane z myślistwem. Ale najbardziej wstrząsające i niezwykłe kreacje tworzą Justyna Kowalska jako Dobra Nowina oraz Adam Szczyszczaj jako Dyzio. Ich bohaterowie szczególnie zapadają w pamięć – intensywni, niepokojący i nadający spektaklowi niesamowitą emocjonalną głębię.
Spektakl Teatru Narodowego to oryginalna i poruszająca adaptacja powieści Olgi Tokarczuk. Twórcy w niezwykle obrazowy sposób rozwijają motywy obecne u Tokarczuk, wydobywając przede wszystkim mroczny i niepokojący wymiar historii. Przedstawienie pokazuje, że bezrefleksyjne podejście do życia ostatecznie uruchamia proces rozpadu – od psychicznej dezintegracji jednostki i destrukcji relacji po stopniową erozję cywilizacji opartej na tak jałowych podstawach.
Teatr Narodowy w Warszawie
Spektakl: „Prowadź swój pług przez kości umarłych”
Autorka: Olga Tokarczuk
Data: 16 maja 2026 r.
Twórcy
reżyseria: Ewa Platt
adaptacja: Miłosz Markiewicz, Ewa Platt
dramaturgia: Miłosz Markiewicz
scenografia, kostiumy: Anna Rogóż
muzyka: Dominik Ossowski
światło: Antoni Grałek
asystentka reżyserki, suflerka: Magdalena Markowska
inspicjent: Krzysztof Kuszczyk
realizatorzy światła: Zbigniew Szulim, Bartłomiej Kaczalski, Krzysztof Łukasz Stefan
realizatorzy dźwięku: Marek Szymański, Hubert Majewski, Mariusz Maszewski
Obsada
Dominika Kluźniak - Janina Duszejko
Oskar Hamerski - Matoga
Adam Szczyszczaj - Dyzio
Wiktoria Gorodecka - Czarna
Paweł Paprocki - Lekarz, Wilcze Oko
Karol Pocheć - Boros
Justyna Kowalska - Dobra Nowina
Magdalena Warzecha - Żona Prezesa
Jacek Mikołajczak - Wielka Stopa, Ksiądz
Mirosław Konarowski - Wnętrzak, Prezes
Piotr Grabowski – Komendant
Fot. Przemysław Jendroska