Recenzje sztuk teatralnych

Pablo Remón to hiszpański scenarzysta, dramaturg, reżyser filmowy i teatralny. „Zaćmienie w dwóch aktach” to zabawna sztuka tego autora w realizacji Teatru Narodowego – według pomysłu i reżyserii Grzegorza Małeckiego oraz w pełnej energii grze aktorów Teatru Narodowego. Sztuka oferuje nowe jakości w relacji aktor-widz, takie jak szczerość i lekkość – mimo poruszania poważnych życiowych tematów. Jest prostolinijna, swobodna i pozbawiona patosu. Ta bezpretensjonalność wyczuwalna jest w samym przekazie, w znakomitej, zaangażowanej i błyskotliwej grze aktorskiej oraz w minimalistycznej scenografii.
Na scenie jedynie cztery krzesła i okrągły ekran, na którym pojawia się tarcza Księżyca – to cała, oszczędna scenografia. Kolor i nastrój kolejnych scen budują projekcje rzucane na szare ściany otaczające przestrzeń. Mimo ogólnego minimalizmu pojawiają się też wyraziste symbole: zaćmienie, okulary do obserwacji Słońca, czerwone kobiece buty czy duży, kolorowy lizak – symbol dzieciństwa, użyty przekornie, gdyby widz nie domyślił się, że dorosły aktor gra dziecko.
Każda scena i epizod są starannie rozegrane przez aktorów i zbudowane przy użyciu minimalnych środków. Groteskowo-poetycki ton nadaje całości hipnotyzujący wdzięk, balansujący nieustannie między śmiechem a powagą. Istotną warstwą spektaklu jest także oniryzm, dzięki któremu zacierają się granice między snem a jawą, a realne marzenia mieszają się z iluzjami.
Sztuka pełna jest odniesień do klasyki teatru i filmu – od „Czarnoksiężnika z Krainy Oz” L. Franka Bauma, przez „Trzy siostry” Czechowa, aż po brutalistyczny teatr Sarah Kane. Te cytaty i nawiązania nie są przypadkowe – układają się w refleksję nad naturą sztuki, jej mitologiami i sposobami, w jakie budujemy jej znaczenia.
Czerwone buty Dorotki, znane z filmowej adaptacji „Czarnoksiężnika…” z 1939 roku, symbolizują spełnione życzenie – miały magiczną moc przenoszenia właścicielki w dowolne miejsce, a ostatecznie pozwoliły wrócić Dorotce do domu. Motyw ten podjął także David Lynch w swoich filmach, nadając mu jednak bardziej niepokojący wymiar – u niego czerwone buty oferują jedynie złudzenie ucieczki. W „Zaćmieniu w dwóch aktach” czerwone buty powracają jako silny symbol przykuwający uwagę, zmuszający do zastanowienia. Podobnie działa fragment z „Trzech sióstr” – kultowego dramatu Czechowa o marazmie i niespełnieniu. W spektaklu Teatru Narodowego ten fragment pokazuje stagnację ukazaną z przerysowaną intensywnością, jakby artyści z autoironią przyglądali się samym sobie. Pokazują, że teatr często lubi gloryfikować takie dziwne sceny. Z kolei obecność brutalizmu Sarah Kane przypomina o tym, jak teatr lat 90. XX wieku reagował na gwałtowne przemiany społeczne, gospodarcze i polityczne, szokując widza językiem przemocy, bólu i skrajnych emocji. Dla wielu twórców Kane staje się wygodnym punktem odniesienia – jej dramaty dobrze wpisują się w strategię teatralnej prowokacji, która wciąż działa jako skuteczny sposób na zainteresowanie widowni.
Wszystkie te nawiązania nie tylko budują wielowarstwowy komentarz na temat kultury, ale też służą zabawie z formą, konwencją i teatralnym kodem. Spektakl Teatru Narodowego staje się zatem grą z kanonem i opowieścią o tym, co w sztuce traktujemy zbyt serio – a co czasem warto przetworzyć przez dystans i zdrowy śmiech. I to samo można powiedzieć o życiu.
Fragmenty tych wspomnianych dzieł zostają wplecione w opowieść samego autora, Pabla Remóna, który – jak przyznaje – na wpół świadomie dopuścił się plagiatu. Zamiast jednak ukrywać ten fakt, uczynił z niego punkt wyjścia do literackiej gry. Opisał całą sytuację w swojej – a zarazem nie swojej – sztuce, łącząc autobiograficzny wątek z historią młodej aktorki Any Velasco. Ana, chcąc podążyć śladami swojego ojca, Eusebio Velasco – kultowego reżysera filmowego – postanawia intensywnie (choć nie zawsze spektakularnie) budować swoją artystyczną tożsamość.
Na podstawie tej przewrotnej konstrukcji twórcy Teatru Narodowego stworzyli równie szaloną i brawurową realizację – spektakl, który z autoironicznej opowieści o plagiacie i świecie sztuki czyni wielowymiarową grę z widzem. To przedstawienie jest niezwykle dowcipne i groteskowe, jednocześnie przekaz, jaki się wyłania, jest bardzo poruszający.
Artyści parodiują własne środowisko z lekkością, precyzją i przymrużeniem oka. Śmieją się z samych siebie: z aktorskiego napuszenia, artystycznego snobizmu i potrzeby budowania wokół teatru atmosfery wielkości i kultu. Drwią także z rytuałów – choćby z sięgania po neurostymulanty, które mają zapewnić stan odurzenia niezbędny do przetrwania albo uzyskania „natchnienia”. Spektakl porusza też temat fantazjowania i tworzenia fikcyjnych historii, pozwalających ich twórcom żyć w iluzji własnej wyjątkowości. Pojawia się również refleksja nad kryptomnezją – nieświadomym przejmowaniem cudzych myśli i wspomnień jako własnych, co może wynikać z zaburzeń pamięci.
Całość dopełnia lekka, niebanalna gra zaledwie czwórki aktorów, którzy w zależności od epizodu wcielają się w rozmaite postacie – zaskakując nie tylko różnorodnością i precyzją scenicznego wyrazu, ale też znakomitym wyczuciem rytmu, ironii i komizmu sytuacyjnego. Grają z widoczną radością, bawią się konwencją, przerysowaniem, absurdem – a widz śmieje się razem z nimi, mając wrażenie, że uczestniczy w czymś wspólnym i osobliwym, niemal intymnym.
Młodą bohaterkę Anę Velasco (i wiele innych ról) gra, obdarzona autentycznością, naturalnością i ciepłem, Justyna Kowalska. Anna Lobedan w swoich kreacjach promieniuje niezwykłym wdziękiem. Ale to Oskar Hamerski i Mateusz Rusin kradną show – widać, że bawią się znakomicie. Przezabawna scena, w której reżyser filmów komercyjnych Diego Fontana (Mateusz Rusin) z szalonym entuzjazmem prezentuje współpracującemu z nim Álexowi Ávila (Oskar Hamerski) swoją wizję filmu opartego na zaginionym scenariuszu Eusebio Velasco, należy do najzabawniejszych. Emanuje fantastyczną energią i prześmiesznymi przerysowaniami, które wyraźnie nawiązują do innych produkcji filmowych.
Podejmując tak wiele tematów, spektakl skłania do refleksji nad tym, ile energii poświęcamy pogoni za sukcesem, uznaniem i spełnieniem, tworząc pozory głębokiego sensu, by zagłuszyć lęk przed niespełnieniem czy samotnością. Często nieświadomie żyjemy cudzym życiem, próbując zasłużyć na uwagę i znaczenie, zamiast wrócić do prostoty i tego, co naprawdę nasze. Sztuka obnaża tę iluzję – z humorem i z czułością pokazuje, że być może to nie kolejne role (w teatrze i w życiu) nas ocalą, lecz umiejętność powrotu do rzeczy autentycznych i szczerych.
Reżyserowi Grzegorzowi Małeckiemu udało się stworzyć spektakl zaskakująco prosty w formie, a jednocześnie błyskotliwy i inteligentny. Pomysł, by poprzez lekkość i zabawę opowiedzieć o rzeczach bardzo istotnych, okazuje się niezwykle skuteczny – to przykład teatru, który nie potrzebuje patosu, by zostawić po sobie silne echo. Nie napina się na wielkość, a właśnie dzięki temu staje się niezwykle trafny i poruszający.
Teatr Narodowy w Warszawie
Spektakl: „Zaćmienie w dwóch aktach”
Data: 14 czerwiec 2025 r.
Autor: Pablo Remón
Reżyseria: Grzegorz Małecki
Scenografia i kostiumy: Martyna Kander
Muzyka: Michał Lamża
Ruch sceniczny: Jarosław Staniek
Reżyseria światła: Paulina Góral
Projekcje wideo: Jagoda Chalcińska
Obsada:
Justyna Kowalska
Anna Lobedan
Oskar Hamerski
Mateusz Rusin
Fot. Marta Ankiersztejn