Recenzje sztuk teatralnych

Kozioł gimnastyczny, suknia ślubna i inne dramaty życiowe. Teatr Słowackiego, Kraków, 2025-03-25
Twórczość Doroty Masłowskiej stanowi pewnego rodzaju barometr zmian zachodzących w polskim społeczeństwie, będąc swoistym odzwierciedleniem naszego dojrzewania. W swojej najnowszej powieści „Magiczna rana” autorka ukazuje zjawiska, które są nowością w społeczeństwie (wiadomo, świat idzie do przodu, wymuszając swoje zmiany), jednocześnie przypominając, że niektóre kwestie nadal pozostają aktualne. Masłowska z charakterystycznym dla siebie absurdalnym humorem i precyzyjną satyrą, demaskuje nonsens wszelkich dziwnych zjawisk. A Spektakl Teatru Słowackiego w Krakowie, oparty na twórczości tej wielkiej autorki, doskonale oddaje brutalną szczerość i błyskotliwe obnażanie społecznych iluzji – zarówno w samym pomyśle, w warstwie scenograficznej, jak i w interpretacji aktorskiej.
Całe przedstawienie to zbiór współczesnych historii opowiedzianych w przewrotnym tonie, łączący humor z gorzką refleksją na temat życia. Tę przewrotność widać także w konstrukcji postaci – każdy bohater wypowiada swoją kwestię, a zaraz potem przyjmuje rolę narratora, odnosząc się do tego, co właśnie powiedział – tworzy się przez to groteskowy efekt podwójnej perspektywy, balansujący na granicy absurdu i farsy. Dodatkowo komizm jest potęgowany przez przesadne modulowanie głosu aktorów: zaciąganie, zaniżanie lub zawyżanie tonu, oraz parodiowanie sposobu mówienia różnych grup społecznych.
Przestrzeń sceny (wg pomysłu Marcina Chlandy) wypełniają elementy, które razem tworzą nonsensowny, przerysowany świat. Jednym z elementów scenografii spektaklu są plastikowe, sztuczne drzewa, groteskowo wyrastające z podłogi, pozbawione jakichkolwiek korzeni. Na środku sceny pojawia się fragment parkietu, przypominający ten szkolny, może nawet nieco wytarty od intensywnego użytkowania. Niedaleko, pod wspomnianymi drzewami, stoi kozioł gimnastyczny – nieodłączny element lekcji WF-u w polskich szkołach, służący głównie do przeskoków. Dla wielu osób ten kozioł może przywoływać traumatyczne wspomnienia ze szkoły, podczas gdy aktorzy swobodnie wykorzystują go, odgrywając na nim niektóre sceny. Rozrzucone materace i inne sprzęty treningowe potęgują klimat klubu fitness czy szkolnej hali sportowej. Po drugiej stronie sceny znajduje się wieszak wypełniony ślubnymi sukniami, które jakby czekały na swoje właścicielki. W świetle reflektorów szkoła, fitness klub i salon sukien ślubnych przenikają się w paranoiczny, przejaskrawiony kolaż będący wyrazem obecnego czasu. Zabawne przerysowanie i estetyczny pastisz – wszystko celowo przesadzone, doprowadzone do granic śmieszności.
Wszystkie aktorki ubrane są w białe suknie ślubne. Czy suknia ślubna to symbol lepszego życia? A może symbol jakiegoś spełnienia, o którym kobieta niezmiennie marzy? Dawniej zamążpójście było dla wielu osób momentem przełomowym – mogło oznaczać awans społeczny, finansową stabilizację lub choćby jedyną realną szansę na wyrwanie się z rodzinnego domu. Na pewno jednak oznaczało poważanie, ponieważ bycie kawalerem czy starą panną (zwłaszcza właśnie to) wiązało się z pogardą. Ślub często bywał koniecznością determinującą pozycję osoby w społeczeństwie. Dziś sytuacja uległa zmianie, a małżeństwo nie jest już takim wyznacznikiem społecznego sukcesu. Mimo to suknia ślubna wciąż pozostaje symbolem silnych emocji i pragnień. Nadal kojarzy się z marzeniem o nowym początku, stabilności i romantycznej miłości. W kontekście spektaklu suknie ślubne, podobne dla wszystkich bohaterek, mogą sugerować powtarzalność pewnych aspiracji, choć sztuka pokazuje, że te pragnienia nie zawsze pozostają wzniosłe.
Sztuka Teatru Słowackiego w reżyserii Pawła Świątka, trzeba przyznać – pełna dosyć specyficznego uroku, komentuje chaotyczne i nieporadne poszukiwanie emocjonalnego spełnienia współczesnego człowieka. Wyśmiewa zarówno nadęcie związane z byciem celebrytą, jak i przesadne poczucie swojej wyjątkowości aktorów serialowych. To temat, do którego Masłowska wielokrotnie wraca w swojej twórczości – przerost ego celebrytów okazuje się być never ending story. Spektakl ukazuje także temat iluzorycznego oczekiwania na spełnienie – na miłość, która w przypadku niedojrzałości zostaje obdarzona statusem „tej prawdziwej”, niezależnie od jej rzeczywistej wartości. Poza tym przedstawienie dotyka wielu codziennych kwestii. Znalezienie dobrego i niedrogiego mieszkania we współczesnych czasach graniczy niemalże z cudem. Co więc pozostaje: życie pod jednym dachem z rodzicami i odwieczny dylemat: dokładać się do rachunków czy nie? Chyba wszyscy znamy tego typu uciążliwości życia. Pojawia się także nowy temat – obsesyjna pogoń za idealnym ciałem. Trening przestaje być sposobem na dbanie o siebie, a staje się morderczym wyścigiem o aprobatę innych. Przekształca się katorżnicze ćwiczenia, staje się celem samym w sobie, a przez to ucieczką od życia.
Spektakl Teatru Słowackiego jest mistrzowsko zrealizowany – każda sytuacja jest precyzyjnie teatralnie skonstruowana, niekonwencjonalna i pełna dynamiki. Sceny przepełnione są humorem i absurdem, które doskonale oddają charakter przedstawienia, zachwycając swoją pomysłowością i precyzją wykonania, i wciągając widza w nieprzewidywalny, pełen kontrastów świat. Co chwilę jest on zaskakiwany odważnymi rozwiązaniami scenicznymi, karykaturalnym spojrzeniem na rzeczywistość i przewrotną grą z teatralnymi konwencjami.
Masłowska często operuje wulgarnym słownictwem – jeśli takiego właśnie języka używa dana grupa społeczna. Autorka jest przez to autentyczna, choć niektórych może to dziwić i bulwersować (bo, niezaprzeczalnie, autorka nie ma w tym żadnych ograniczeń). Bezkompromisowy styl Masłowskiej nie każdemu przypadnie do gustu, podobnie jak sztuka oparta na jej twórczości. Poziom abstrakcji i bezceremonialność tej sztuki mogą być niezrozumiałe np. dla wrażliwych młodych ludzi – mimo że część tematów dotyczy także ich. Infantylne ideały młodości, kiedy świat widzi się w różowych okularach i nie jest się jeszcze świadomym wszystkich aspektów życia, bezpowrotnie kiedyś miną przy zderzeniu z trudną rzeczywistością. I chodzi o to, by nie porzucać swoich pięknych młodzieńczych ideałów, lecz by zerwać z iluzją unikania brzydszej strony życia. Tego młodzi ludzie jeszcze mogą nie zrozumieć. A Masłowska jest mistrzynią w pokazywaniu tego, na co nie chcemy patrzeć. Przykładem może być scena w spektaklu – jednocześnie śmieszna i bardzo przykra – w której zaproszeni na parapetówkę przyjaciele przypadkowo brudzą starannie wypielęgnowane mieszkanie. Bo celebracja tego nowego przybytku, wbrew woli i zamierzeniom właścicieli, niespodziewanie wymyka się spod kontroli i staje się niesamowitą komedią nieporozumień, prowadząc do zniszczenia tego dopieszczonego wnętrza. To absurdalna sytuacja, w której każda ze stron ma swoje racje, bo przecież nikt nie chciał źle, a mimo to pozostaje ona bardzo bolesna (zwłaszcza dla właścicieli, którzy włożyli w to mieszkanie swój cenny czas, wysiłek i pieniądze). Dlatego może czasami jedynym wyjściem z takich sytuacji jest śmiech? Albo jednocześnie śmiech i płacz?
Choć, z drugiej strony, to wyśmiewanie wszystkiego czasami jest na wyrost. Pewna doza niepewności, niejasności poszukiwań, śmiesznych prób odnalezienia się w tym świecie, mniej lub bardziej udanych poszukiwań tożsamości, jest wpisana w to życie. Może więc nie ma potrzeby wyśmiewać wszystkiego? Albo na odwrót – może właśnie można? Bez nadęcia, że każdy temat jest poważny i wielki? Być może dojrzały człowiek już wie, że idealnie w tym życiu nigdy nie będzie? I potrafi spojrzeć na siebie z dystansem?
Dorota Masłowska wielokrotnie udowodniła, że jej teksty to wybitne literackie konstrukcje, pełne świeżego spojrzenia i unikalnego stylu. Także w najnowszej powieści autorka daje popis swojej błyskotliwości i trafności obserwacji. Bezlitośnie obnaża każdą iluzję, każdą wydumaną ideę, demaskuje narcystyczną pogoń za powierzchownym spełnieniem i ślepe, bezmyślne podporządkowanie się modzie. Kompromituje każdą ideę (nawet mającą naprawdę dobre podstawy), która przekształca się w bezkrytyczne oddanie. Bez pardonu obnaży każdą nieświadomie zakodowaną postawę społeczną – słowa, gesty i rytuały, które bezrefleksyjnie powtarzane zamieniają się w zbiorową papkę myślową. Ośmieszy ich sztucznie nadaną doniosłość, ujawniając, jak łatwo urastają do rangi kolejnych świętości i nowych standardów. Pokazuje nasze przywary, takimi, jakie one są, bez ogródek. Jest mistrzynią w wyszukiwaniu banałów i pustych życiowych frazesów. I bezceremonialnie oraz z bezczelną precyzją rzuca nam je prosto w twarz. A spektakl Teatru Słowackiego idealnie oddaje tę groteskową perspektywę, tworząc pełną absurdalnych kontrastów i błyskotliwych prowokacji teatralną opowieść.
Teatr Słowackiego w Krakowie
Data: 25 marca 2025 r.
Tytuł: „Magiczna rana”
Autor: Dorota Masłowska
Adaptacja i reżyseria: Paweł Świątek
Scenografia, kostiumy, reżyseria światła: Marcin Chlanda
Muzyka: Dominik Strycharski
Video: Marcin Chlanda, Michał Sułkowski, Bartłomiej Domagała
Obsada:
Karolina Kazoń - Malaya, Beti, Chór II
Marta Konarska - Gospodyni, Recepcjonistka, Chór III, Gość II
Wanda Skorny - Zoldana
Natalia Strzelecka - Karolina, Chór IV, Gość III
Katarzyna Zawiślak-Dolny - Marzycielka, Chór I, Gość I
Marcin Sianko - Reżyser, On, Kierowca
Rafał Szumera - Ksenofob, Recepcjonista, Barry
fot. Bartek Barczyk