Recenzje sztuk teatralnych

Odwołane spotkanie może niewiele znaczyć. A może uruchomić coś, co odsłania znacznie więcej, niż się wydaje. Sztuka „Cravate Club” Teatru Współczesnego w Warszawie zaczyna właśnie od takiego momentu. I uważnie przygląda się temu, co dzieje się dalej.
„Cravate Club” to spektakl o męskiej przyjaźni. Opowiada o wieloletniej współpracy dwóch architektów – Bernarda i Adriena – którą burzy jedno, pozornie błahe zdarzenie: w dniu urodzin Bernarda Adrien odmawia przyjścia na przyjęcie, niejasno się tłumacząc. To uruchamia serię przezabawnych sytuacji. Autorem komedii jest francuski dramaturg i scenarzysta Fabrice Roger-Lacan. Spektakl wyreżyserował Wojciech Malajkat, który jednocześnie wciela się w rolę Bernarda; Adriena gra Marcin Stępniak.
Rozmowy bohaterów – te najprostsze, o życiu, pracy i rodzinie – są niezwykle interesujące, ponieważ odsłaniają specyfikę męskiego języka. W ich szorstkim sposobie porozumiewania się i pełnych humoru nieporozumieniach kryje się jednak coś czułego. Spektakl, oparty całkowicie na męskiej energii, pokazuje to, co rzadko widzimy w teatrze: nie heroiczne wyczyny, agresję czy wielkie diagnozy społeczne, lecz codzienny sposób, w jaki mężczyźni patrzą na świat i przeżywają emocje – te, które często ukrywają za działaniem, żartem czy ironią albo wyrażają „obok”, zamiast wprost. To rzadkie ujęcie męskiej codzienności, pokazane bez przetworzenia i teatralnej stylizacji. Jest tu jednak także druga strona medalu: opowieść o męskim honorze, który potrafi przesłonić im cały świat.
„Cravate Club” to teatr obserwacji. Na pierwszy rzut oka brak tu wielkiego tematu i wyraźnej konstrukcji emocjonalnej – jest za to dużo rozmowy, detalu i niuansu. Spektakl nie prowadzi widza, lecz daje mu przestrzeń do uważnego przyglądania się. Choć formalnie prosty, swoją siłę czerpie z trafności obserwacji i precyzji. Mimo prostoty pozostaje jednak w pewien sposób nieprzewidywalny, odsłaniając coś rzadko pokazywanego: ukrytą, życiową prawdę.
Humor pełni tu kluczową funkcję: rozbraja napięcie i pozwala zobaczyć rzeczywistość bez patosu. Widz śmieje się, a jednocześnie rozpoznaje coś głęboko prawdziwego. Śmiech staje się tu narzędziem odsłaniania, a nie ucieczki czy łagodzenia tematu – staje się sposobem dotarcia do tego, co wprost nie pozostało wypowiedziane.
Na scenie pojawiają się tylko dwaj bohaterowie. Ten minimalizm wzmacnia intensywność spektaklu – nie ma tu miejsca na rozproszenia, każde słowo, gest i pauza mają znaczenie. Oszczędna scenografia oraz kostiumy autorstwa Wojciecha Stefaniaka, utrzymane w realistycznym tonie, budują przestrzeń wspólnej pracy i nie odciągają uwagi od relacji między bohaterami.
Wojciech Malajkat jako Bernard tworzy postać jednocześnie ciepłą i nieporadną, bardzo ujmującą w swojej niezręczności. Jego bohater jest szczery – ciekawy świata przyjaciela, a zarazem coraz bardziej zagubiony. Bernard to postać, dla której relacja z Adrienem staje się czymś fundamentalnym: źródłem kierunku, sensu i poczucia bycia potrzebnym. Z czasem jednak traci grunt pod nogami. Ostatecznie wybiera tożsamość opartą na lojalności wobec przyjaciela zamiast trwania w relacji małżeńskiej. To wybór prostszego kodeksu – ucieczka od złożoności związku wymagającego obecności, konfrontacji i odpowiedzialności, w stronę prostej zasady: „jestem po jego stronie i to wystarczy”.
Z kolei Marcin Stępniak w roli Adriena nasyca postać prostolinijnością i szczerością, tworząc ciekawy kontrast z zagubionym i skomplikowanym Bernardem. Choć pozornie prosty, Adrien stopniowo ujawnia większą stabilność i lepszy kontakt z rzeczywistością.
Postać Bernarda wymyka się jednoznacznym interpretacjom: jest jednocześnie ciepły i nieporadny, oddany i destrukcyjny. To najbardziej czuła i najbardziej tragiczna postać spektaklu – jego lojalność wobec przyjaciela jest szczera i poruszająca, lecz właśnie ta bezwarunkowość oraz brak świadomości konsekwencji własnych wyborów sprawiają, że traci kontakt z życiem. Jest autentyczny – nie daje się zamknąć w jednej funkcji, nie tłumaczy wszystkiego, zostawia luki i niejasności. Niekonsekwentny, momentami niezrozumiały, a przy tym szalenie rozczulający – i właśnie przez to prawdziwy. Ma w sobie dokładnie to, co charakteryzuje prawdziwych ludzi. Dzięki tym sprzecznościom przestaje być „tylko” bohaterem dramatu i staje się człowiekiem.
„Cravate Club” pokazuje, jacy naprawdę są ludzie – pogmatwani, zdolni do niszczenia własnego życia. Widz patrzy na to i się śmieje. I właśnie w tym zderzeniu śmiechu z czymś głęboko bolesnym ujawnia się siła tego teatru. Dla jednych spektakl będzie absurdalnie zabawny, dla innych – wstrząsający swoją prostą mądrością. Nie daje się łatwo zamknąć w jednej reakcji – i właśnie dlatego zostaje z widzem na długo.
Teatr Współczesny w Warszawie
Spektakl: „Cravate Club”
Data: 28 marca 2026 r.
Autor: Fabrice Roger-Lacan
Przekład: Katarzyna Skawina
Reżyseria: Wojciech Malajkat
Scenografia i kostiumy: Wojciech Stefaniak
Obsada:
Bernard: Wojciech Malajkat
Adrien: Marcin Stępniak
Fot. Barbara Ojrzeńska