Recenzje sztuk teatralnych

Fantazja jako akt oporu - „Trąbka do słuchania”. Wrocławski Teatr Współczesny, 2026-03-21
W „Trąbce do słuchania” Wrocławskiego Teatru Współczesnego starość nie jest ani cicha, ani przewidywalna. Jest pełna koloru, absurdu i nieposkromionej wyobraźni. Teatr przywraca jej to, co często odbiera społeczeństwo – podmiotowość, energię i prawo do bycia nieoczywistym. Pokazany w ramach Festiwalu Nowe Epifanie w Warszawie spektakl, inspirowany powieścią o tym samym tytule Leonory Carrington, opowiada o starości w sposób rzadki i odważny – jako o przestrzeni wolności, wyobraźni i nieoczywistej siły. Twórcy sięgają po książkę Carrington, przekładając jej oniryczny, przewrotny język na scenę w bardzo barwny i zaskakujący sposób.
Spektakl w reżyserii Weroniki Szczawińskiej, przygotowany we współpracy z Piotrem Wawerem Jr. (adaptacja, dramaturgia i opracowanie muzyczne), wyróżnia się niebanalnymi pomysłami i nieoczywistymi rozwiązaniami. Twórcy tworzą przekaz z fantazją, budując wyrafinowaną, a zarazem ciepłą historię o starości – taką, w której losy bohaterek splatają się z surrealistycznymi, apokryficznymi opowieściami, rodzącymi się na styku teatru, religii i plemiennych spotkań.
Bohaterką sztuki jest Marion – niedosłysząca, łysiejąca i bezzębna staruszka, której znużona rodzina postanawia się pozbyć. Trafia do „Przybytku Światła”, domu opieki prowadzonego przez doktora Gambita i jego żonę – przestrzeni pozornego porządku, gdzie życie ma zostać porządkowane woli zarządzających. Marion nie pozostaje jednak sama: wspiera ją wierna przyjaciółka Carmela, a w ośrodku zaprzyjaźnia się z innymi kobietami. Wspólnie – w sposób przewrotny i daleki od oczywistości, z jaką można sobie kojarzyć osoby starsze – dokonują przewrotu: wywracają swoje życie do góry nogami, naruszając przy tym porządek świata wokół siebie. Tak rozpoczynają nowy etap oparty na wolności i równości.
W tej wizji starsze kobiety okazują się tymi, które przetrwały koniec świata – poza głównym nurtem porządku, który sam siebie doprowadził do kresu. Apokalipsa nie jest tu widowiskiem, lecz stanem: chłodem, pustką, śladem po starej rzeczywistości. I właśnie w tej szczelinie zaczyna się coś nowego – wspólnota budowana z resztek, z fragmentów, z tego, co nie zostało uznane za ważne. To świat zszywany na nowo – nie według dawnych zasad, lecz w rytmie doświadczenia, uważności i współobecności.
Warunkiem tej przemiany staje się rytuał przejścia. W spektaklu ukazany jest jako moment inicjacji – spotkania z samą sobą. Marion schodzi w głąb jaskini (czytelne odwołanie do podświadomości, do własnych „podziemi”) i konfrontuje się ze swoim odbiciem. Dopiero jego przyjęcie otwiera drogę do wewnętrznej spójności i wolności. To doświadczenie staje się udziałem także jej przyjaciółek – każda z nich musi przez nie przejść, by mogły spotkać się jako dojrzała wspólnota oparta na prawdzie, a nie na lęku czy sztywnym zamknięciu we własnym kręgu.
Przedstawienie ukazuje starsze kobiety jako prowadzone wewnętrzną mądrością – proste i radosne, widzące głębiej, zdolne dzięki wyobraźni nadawać życiu nowe znaczenia.
Spektakl bez skrupułów operuje absurdem – deformuje i ośmiesza to, co oderwane od życia: utrwalone ideały czy religijne nakazy, które zamiast nadawać sens, redukują się do pustego rytuału, ujawniając swój opresyjny charakter. Równocześnie prowadzi grę z mitem – rozkłada go i konstruuje na nowo, tym razem na fundamentach bliższych dojrzałości i współczesnej wrażliwości.
To również ironiczny portret kultu młodości, piękna i siły – świata, w którym niedoświadczeni, lecz silni podporządkowują sobie starszych, czego przykładem są Doktor Gambit i jego żona. Spektakl demaskuje pozór mądrości opartej na kontroli i schematach – chłodnej, odgórnej, pozbawionej doświadczenia oraz uważności wobec drugiego człowieka. Na tym tle wyraźnie wybrzmiewa mądrość starszych kobiet: intuicyjna, zakorzeniona w życiu i zaskakująco pełna fantazji.
To właśnie fantazja może ocalić człowieka – bo jest żywa i prawdziwa, bliższa życiu niż kontrola i sztywne, nieludzkie reguły. Tej otwartości zabrakło młodym, którzy twardą ręką zarządzali przytułkiem, nie licząc się z dobrem swoich podopiecznych.
***
Na szczególną uwagę zasługują pomysłowo opracowane kostiumy i scenografia autorstwa Marty Szypulskiej, oparte na estetyce resztek i ponownego użycia, a także nawiązujące do estetyk plemiennych. To czytelne odwołanie do potrzeby gromadzenia przedmiotów, często kojarzonej ze starszym pokoleniem, zostaje tu twórczo przekształcone – zamiast ciężaru nadmiaru pojawia się wyobraźnia, która z pozornie przypadkowych elementów buduje spójną formę.
Kostiumy powstają z włóczki, skrawków tkanin i koronek – materiałów zwyczajnych, przywołujących domowe rękodzieło. Ten punkt wyjścia zostaje jednak wyraźnie „podkręcony”: szydełkowe aplikacje pojawiają się na obcisłych legginsach, kolorowe kable wdzięcznie wiją się we fryzurach, a trójwymiarowy płaszcz z damskich biustonoszy dopełnia szalony i zaskakujący efekt sceniczny. Estetyka utrzymana jest w lekkim, przerysowanym stylu vintage, w którym humor łączy się z odwagą formy i fantazją twórczą.
Trąbka, przez którą Marion – mimo problemów ze słuchem – odbiera głosy innych, staje się znaczącym symbolem. Zamiast służyć do grania, pełni funkcję niemal magicznego narzędzia słuchania. Wpleciona w monumentalną, srebrzystą fryzurę – konstrukcję przywodzącą na myśl dawne dworskie uczesania – współtworzy zaskakującą całość ze stelażem krynoliny, który nosi bohaterka. Krynolina, zbudowana z obręczy i fiszbin, zamiast podtrzymywać elegancką formę sukni, jak to dawniej było, unosi przyczepione ogony kotów, wprowadzając do scenicznego świata nutę przewrotnego humoru.
Fantazja twórców – obejmująca zarówno konstrukcję wątków, jak i warstwę wizualną spektaklu – wydaje się wręcz nieposkromiona.
***
W kulturze popularnej starość rzadko bywa opowieścią samą w sobie – najczęściej stanowi jedynie tło dla młodości, sprowadzane do kilku klisz: choroby, samotności czy łagodnej babci lub dziadzia. Kino artystyczne próbuje tę perspektywę poszerzyć, lecz często czyni to poprzez melancholię i skupienie na utracie. Podobnie teatr realistyczny – koncentruje się raczej na ciężarze starości niż na jej możliwościach.
Tymczasem rosnąca liczba osób starszych sprawia, że starzenie się społeczeństwa staje się jednym z kluczowych wyzwań współczesności. Od naszego spojrzenia zależy, czy będzie to czas wycofania, czy aktywności i relacji. Często mówi się, że na starość człowiek albo łagodnieje, albo gorzknieje. Gorzknienie nie jest jednak skutkiem wieku samego w sobie, lecz tego, co zostało w człowieku nieprzepracowane, lęku przed utratą kontroli czy braku poczucia sensu. Starość raczej uwydatnia te cechy, niż je zmienia – pozostawia nas z tym, co zdążyliśmy w sobie ukształtować. Łatwo wtedy ulec przekonaniu, że „wszystko już było”, że świat stał się gorszy, i zamknąć się w sobie. Tymczasem mądra starość nie musi oznaczać zamknięcia – przeciwnie, może pozostać ciekawa świata, zdolna do uczenia się, zdziwienia i zachwytu, a także otwarta na zmianę.
Taka zmiana wymaga przekształcenia postaw całego społeczeństwa. Starsze osoby nie powinny zamykać się w pewności własnej nieomylności ani wycofywać się ze świata, a wspólnota musi przestać spychać je na margines i uznać za pełnoprawnych uczestników życia społecznego, zdolnych wnosić realną wartość – bo doświadczenie i mądrość osób starszych pozostają zasobem nie do przecenienia.
I właśnie Wrocławski Teatr Współczesny wpisuje się w tę zmianę. Pokazuje, że dojrzała osoba wciąż ma ciało, emocje, pragnienia, bunt i wyobraźnię. To, co zwykle zostaje „wyciszone”, tutaj odzyskuje głos. Szaleństwo i fantazja przestają być powodem do wstydu – stają się formą ekspresji i wolności.
To znacząca zmiana perspektywy. Mądre szaleństwo – zakorzenione w wolności i autentycznym kontakcie ze sobą – okazuje się twórcze nie tylko dla jednostki, lecz także dla jej otoczenia, a w szerszym ujęciu – dla całego społeczeństwa.
W tym duchu działa spektakl, który zamiast opowieści o utracie proponuje wizję starości jako momentu szczególnej wolności – czasu, w którym można wyjść poza narzucone role i pozwolić sobie na wyobraźnię, dziwność i bunt.
***
Na osobną uwagę zasługuje znakomita gra aktorska. Bohaterowie – reprezentujący różne pokolenia – tworzą na scenie spójną, żywą wspólnotę. Widać, że łączy ich nie tylko precyzja pracy, lecz także autentyczna radość uczestniczenia w przedstawieniu: momentami pozwalają sobie na improwizację, podążając za energią chwili. Ciepła i pełna łagodności Anna Błaut jako Marion, figlarna Anna Kulińska-Kieca jako Dona Rozalinda, a także Julia Gadzina, imponująca nieposkromioną pantomimiczną wyobraźnią, tworzą wyraziste i zapadające w pamięć kreacje. W pamięci pozostaje również przeuroczo zabawny Dominik Smaruj w roli Dr. Gambita.
To właśnie ta różnorodność, fantazja i wspólna energia sprawiają, że spektakl działa tak przekonująco – jako opowieść o starości, która nie zamyka – lecz otwiera: na wspólnotę, wolność i odwagę bycia sobą.
Wrocławski Teatr Współczesny im. Marii i Edmunda Wiercińskich
17. Festiwal Nowe Epifanie w Warszawie
Miejsce prezentacji: Teatr Powszechny w Warszawie
Spektakl: „Trąbka do słuchania”
Data: 21 marca 2026 r.
Na podstawie książki Leonory Carrington, tłumaczenie Maryna Ochab
Reżyseria: Weronika Szczawińska
Adaptacja, dramaturgia, współpraca reżyserska, opracowanie muzyczne: Piotr Wawer jr
Scenografia, kostiumy, światło: Marta Szypulska
Kompozycje, aranżacje: Julia Gadzina
Choreografia: Alicja Czyczel
Inspicjentka: Katarzyna Krajewit
Asystentka reżyserki: Anna Kieca
Realizacja światła: Jan Sławkowski
Obsada:
Biskup: Mariusz Bąkowski
Marion: Anna Błaut
Maude, Weronika, Galahad, Muriel, Robert, chórzysta: Krzysztof Boczkowski
Christabel, chórzysta: Elżbieta Golińska
Dona Rozalinda, Zam Pollum, Noiram: Anna Kulińska-Kieca
Natasza, Pontefact, chórzysta: Dominika Probachta
Van Tocht, Anubet, chórzysta: Beata Rakowska
Anna, chórzysta: Irena Rybicka
Dr Gambit, Marlborough, chórzysta: Dominik Smaruj
Georgina, chórzysta Jolanta: Solarz-Szwed
Markiza, Dominico: Magdalena Taranta
Carmela, chórzysta: Lina Wosik
Pani Gambit, bard/listonosz Taliessin: Julia Gadzina
Fot. Natalia Kabanow



