Recenzje sztuk teatralnych

W „Szaleństwie nocy letniej” Teatru Współczesnego w Warszawie humor i absurd stają się zabawnie przekorną opowieścią o codziennych niepokojach człowieka. Spektakl balansuje między absurdem a autentycznością, swobodą formy a głębią obserwacji. To, co z początku jawi się jako lekka gra, okazuje się trafnym komentarzem do współczesności. A muzyka na żywo nadaje całości dodatkowej intensywności.
Na scenie znajdują się jedynie minimalistyczne dekoracje – mieniące się pod wpływem ruchu powietrza ściany ze srebrnych łańcuchów, domowy fotel i drewniana ławka (autorką scenografii jest Kamila Bukańska). Ta niecodzienna przestrzeń pozostaje niezmienna, a mimo to dzięki interakcji aktorów i wykorzystaniu rekwizytów każda scena zyskuje indywidualny charakter i dynamikę. Z tej prostoty rodzi się pełen świat. Aktorzy raz wyrzucają z siebie opisy zdarzeń, a zaraz potem wcielają się w nie, tak by widz bez trudu wyobraził sobie scenerię i sytuację. Potrafią w jednej chwili grać postać, a w drugiej – komentować jej zachowania, jakby stali obok siebie i własnej roli. Ta podwójność – między uczestniczeniem a opowiadaniem – nadaje całości niecodzienny rytm. Pojawia się w tym absurd, ironiczny dystans, a momentami także zgryźliwy sarkazm, dzięki czemu spektakl zyskuje lekkość i przewrotny urok. To forma, która wymyka się tradycyjnym kategoriom – niby opowieść, niby żywy komiks, a zarazem teatr w najczystszej postaci: oparty na słowie, ciele i wyobraźni widza.
Sztuka w reżyserii Ewy Konstancji Bułhak opowiada o spotkaniu dwojga dość osobliwych ludzi – Heleny (Natalia Stachyra) i Boba (Mateusz Król). Ich drogi krzyżują się w pubie podczas deszczowej nocy świętojańskiej, dając początek muzycznej opowieści o miłości opowiedzianej z przymrużeniem oka. Ta historia jest z pozoru swobodna, pod spodem jednak dotyka głębokich niepokojów związanych z odnajdywaniem się we współczesnym świecie i w bliskich relacjach. To subtelne studium napięcia między pragnieniem bliskości a lękiem przed jej konsekwencjami, pomiędzy potrzebą uczciwości wobec świata a ciężarem i uwikłaniami codzienności.
Pomysł, by treści związane z wyzwaniami współczesnego życia przedstawić w formie narracyjno-obrazowej – z akcją układaną w sekwencje przypominające kadry i uzupełnianą opowieścią bohaterów – okazuje się niezwykle trafny i twórczy. Dzięki temu spektakl ogląda się z zainteresowaniem, bez poczucia znużenia. Taka forma pomaga też osłabić ryzyko patosu lub nadmiernego obciążenia przy podejmowaniu tak trudnych tematów – choć nie zawsze całkowicie to się udaje. W kilku, na szczęście nielicznych, fragmentach pojawia się bowiem pewien odcień infantylności i nadmiernego uproszczenia. Przede wszystkim jednak spektakl obrazowo i lekko opowiada o poważnych tematach.
Taki niebanalny efekt można osiągnąć wtedy, gdy nowatorstwo formy spotyka się z dojrzałością przekazu. To właśnie dojrzałość – zakorzeniona w refleksji, świadoma kontekstu i obdarzona zdrowym dystansem – nadaje awangardzie sens, pozwala jej nie tylko zaskakiwać, ale też głęboko poruszać. Bez niej nowatorskość łatwo staje się jedynie pustym efektem, estetycznym eksperymentem, który łatwo wpada w pułapkę powierzchowności lub pustego szokowania.
Jednak początek spektaklu sprawia wrażenie chaotycznego i zbyt przeładowanego bodźcami. Słowa wypowiadane przez bohaterów w szybkim tempie, wyrzucane niemal jak z karabinu, utrudniają odbiór – a momentami wręcz zniechęcają do głębszego wejścia w przedstawiony świat. Z czasem jednak przedstawienie się rozwija, a widz stopniowo odnajduje w nim swoje miejsce. Powoli wyłania się jego sens i ukryta prawda – o świecie, gdzie swoboda bycia jest tylko maską, pod którą kryją się cynizm, pustka i lęk przed zaangażowaniem. A sposób przedstawienia – pełen humoru sytuacyjnego, absurdu i narracyjnej lekkości – sprawia, że widz odbiera pełne spektrum tej problematyki, nie czując się jednak przytłoczony i osaczony jej ciężarem. Dodatkowo pozytywne zakończenie (a właściwie ostatnie sceny, które je zwiastują), nieco absurdalne, ale świetnie wpisujące się styl spektaklu, zostawia widza z optymistycznym nastrojem, idealnie współgrającym z przewrotną formą sztuki.
Duża zasługa w nadaniu sztuce przenikliwości i intensywności należy do Mateusza Króla. Udaje mu się coś rzadkiego – wzbogaca spektakl osobistą głębią i autentycznością. Tego – mimo pięknego głosu i znakomitego aktorstwa – Natalia Stachyra nie potrafi w pełni osiągnąć. Wykonawca roli Boba (i nie tylko), charyzmatyczny i zarazem niezwykle autentyczny, nasyca każdą swoją wypowiedź dojrzałością wynikającą z uważnej obserwacji życia, dzięki czemu sceny zyskują dodatkowe znaczenia i nowy wymiar. Jego interpretacje pełne zaangażowania dają gestom i słowom siłę poruszania i emocjonalną intensywność. To właśnie w takim aktorstwie rodzi się sztuka prawdziwie wielowymiarowa – taka, która pozostaje w pamięci na długo.
Dodatkowo muzyka na żywo – Mateusz Król grający na gitarze i śpiewający w duecie z Natalią Stachyrą, przy wsparciu gitarowych brzmień Macieja Papalskiego – tworzy nastrojowe tło i wnosi do spektaklu świeżość oraz energię, nadając spektaklowi wyjątkowy charakter (choć podczas spektaklu w dniu 21 sierpnia nagłośnienie nie zawsze było dobrze wyważone – chwilami gitara przykrywała głosy śpiewających i mówiących swoje kwestie aktorów. To detal, na który warto zwrócić uwagę).
Teatr Współczesny w Warszawie
Spektakl: Szaleństwo nocy letniej
Autorzy: Gordon McIntyre, David Greig
Reżyseria: Ewa Konstancja Bułhak
Teksty piosenek: Tomasz Dutkiewicz, Elżbieta Woźniak
Scenografia i kostiumy: Kamila Bukańska
Gitara elektryczna, gitara akustyczna: Maciej Papalski
Data: 21 sierpnia 2025 r.
Obsada:
Natalia Stachyra
Mateusz Król
Fot. Anna Orzyłowska