Recenzje sztuk teatralnych

Wojenne świadectwo i cena prawdy stają się osią monodramu Teatru Polskiego „Prime Time”. Spektakl inspirowany jest wspomnieniami dziennikarza wojennego Waldemara Milewicza. Korespondent relacjonujący najkrwawsze konflikty współczesności traktował dziennikarstwo jak misję: chciał odsłonić prawdziwe oblicze wojny i pokazać, do czego zdolny jest człowiek, gdy przemoc staje się jedyną zasadą jego funkcjonowania.
Tekst Wiesławy Sujkowskiej, oparty na wspomnieniach Waldemara Milewicza, odsłania ogromną wrażliwość reportera i jego nieukojony, nieprzemijający ból wobec tego, że tak tragiczne wydarzenia wciąż na świecie się powtarzają. Obok głównej osi narracji, w której bohater przywołuje szczegóły brutalnych epizodów wojennych, pojawia się drugi, równie istotny wątek. To pytanie o sens dziennikarskiego świadectwa wojennego – czy pokazywanie cierpienia może cokolwiek zmienić, poruszyć sumienia – czy może wpłynąć na decyzje władzy i polityków, a także poruszyć zwykłych ludzi. To zarazem szersza refleksja nad ludzką skłonnością do odsuwania od siebie tego, co bolesne – do zamykania oczu na fakt, że gdzieś niedaleko brat zabija brata w imię jakichś idei. Staje się refleksją nad mechanizmem wyparcia: nad łatwością, z jaką odsuwamy od siebie świadomość przemocy i rezygnujemy z dociekania jej przyczyn.
Spektakl w reżyserii Anny Sroki-Hryń przyjmuje formę monodramu – a to jedna z najbardziej wymagających form teatralnych. Jeden bohater musi nie tylko opowiedzieć historię, lecz także unieść cały jej emocjonalny ciężar i utrzymać uwagę widza. Temat wojenny, reportażowy, niesie w sobie naturalne napięcie, jednak w monodramie nie ma miejsca na potknięcia. Liczy się wszystko: decyzje reżyserskie, precyzja interpretacji, montaż tekstu i rytm scen.
W przedstawieniu ważną rolę odgrywa etniczna muzyka wykonywana na żywo przez Roberta Siwaka. Wprowadza pierwotne, transowe rytmy i buduje wyrazistą warstwę dźwiękową przedstawienia. Surowy puls bębna oraz medytacyjny ton hang drum tworzą interesującą przestrzeń napięcia – archaiczną, niemal bezczasową. Ascetyczne instrumentarium trafnie współgra z tematyką przedstawienia, wzmacniając jego emocjonalny ciężar. Chwilami jednak nadmierna intensywność i głośność brzmień delikatnie osłabiają subtelniejsze niuanse przekazu, jakby dźwięk na moment wyprzedzał treść, zamiast jej towarzyszyć i być w tle.
„Prime Time” jest spektaklem precyzyjnie skonstruowanym, o przejrzyście wyczuwalnym rytmie. Napięcie, cisza i chwile oddechu przeplatają się z punktami kulminacyjnymi, tworząc falującą strukturę, w której każdy wstrząs znajduje swoje wybrzmienie w ciszy. To zróżnicowanie rytmu daje widzowi przestrzeń, by realnie przeżywać treść przedstawienia.
Światło, rekwizyty i sama przestrzeń wyraźnie wzmacniają emocjonalny przekaz przedstawienia. Scenografia jest przemyślana i konsekwentna – minimalistyczna (piasek rozsypany na scenie, wydobywany z mroku snopami światła i przesłaniany warstwą dymu scenicznego unoszącego się przy ziemi), a jednocześnie niezwykle sugestywna w znaczeniu, nadając przestrzeni nierealny, zawieszony charakter. Oświetlenie buduje dramaturgię: raz podświetla fragmenty ziemi pokrytej piaskiem, innym razem punktowo pada na wybrane miejsce, jakby wydobywało z ciemności konkretną sytuację, nadając jej rangę i sens, po czym znów pozostawia ją w półmroku. Ten rytm pojawiania się i znikania światła przypomina gest świadectwa – chwilowe oświetlenie tego, co zwykle skryte. Rekwizyty są oszczędne, pojawiają się tylko wtedy, gdy są naprawdę potrzebne, precyzyjnie podkreślając temat. W połączeniu ze światłem i przestrzenią tworzą świat zawieszony między realnością a symbolicznym skrótem.
Jednak w przedstawieniu wyraźnie zaznacza się pewien subtelny rys w sposobie operowania emocjami.
W monodramie aktor niesie całą historię sam. Nie chodzi tu tylko o technikę – dykcję, intonację, gesty – lecz o wewnętrzną prawdę postaci. Sławomir Grzymkowski, wcielający się w Milewicza, dobrze operuje tempem, modulacją głosu i ekspresją ciała, dzięki czemu spektakl wywołuje silne wrażenie emocjonalne. W niektórych momentach intensywność obecności i autentyczne przeżycie są jednak słabiej odczuwalne, a emocje nie zawsze wypełniają ciało bohatera ani nie docierają w pełni do widza, przez co spektakl momentami wydaje się nieco „suchy”, mimo poprawnej realizacji.
Sławomir Grzymkowski, który znakomicie wcielił się w Jürgena Stroopa w „Rozmowach z katem”, pokazał, że potrafi wniknąć w dramat postaci i przywołać jej ducha. Jednak poradzenie sobie z rolą twardych oprawców bywa łatwiejsze, bo można wykorzystać dystans intelektualny i technikę. Granie postaci opartych na ludzkim cierpieniu wymaga czegoś innego – pełnego otwarcia, empatii i zgody na bolesne emocje w sobie. W monodramie osnutym wokół traumy i przemocy, której bohater jest świadkiem, niełatwo sprawić, by ciało i głos zawsze nadążały za intensywnością przeżyć. Być może w spektaklu chwilami pojawia się u aktora nieświadoma blokada, przez co mimika i modulacja jego głosu stają się mniej wyraziste. To bardzo subtelne wrażenie – spektakl jest naprawdę dobry, jednak ten delikatny rys nie pozwala w pełni wydobyć dramatycznego potencjału tematu.
Temat wojny i przemocy jest niezwykle wrażliwy i traumatyczny – opowiadanie o cierpieniu ludzi jest doświadczeniem głęboko bolesnym. Dotyka poczucia bezsilności i uświadamia, że najgorszym wrogiem człowieka potrafi być drugi człowiek. W takich sytuacjach aktor podejmujący się tej roli może odczuwać silny, nieświadomy lęk lub dystans – jeśli nie znajdzie dla siebie emocjonalnej ochrony, może odciąć się od własnych uczuć, co w konsekwencji wpływa na kształt spektaklu. To przypomina, że trudne tematy wymagają od wykonawcy świadomości własnych granic i konsekwencji, jakie emocjonalny ciężar przedstawienia może mieć na jego psychikę.
Teatr Polski w Warszawie
Data: 24 lutego 2026 r.
Spektakl: „Prime Time”
Autor: Wiesława Sujkowska
Reżyseria: Anna Sroka-Hryń
Scenografia i kostiumy: Anna Sroka-Hryń
Muzyka: Robert Siwak
Światło: Paulina Góral
Obsada
Wykonanie: Sławomir Grzymkowski
Muzyka na żywo: Robert Siwak
Fot.: Karolina Jóźwiak